Mała fotorelacja mikrowyprawy z lutego.

Mała fotorelacja z ostatniego łazikowania z Piotrem i Sławkiem po lasach w okolicy miejscowości Czerniec. Niestety z nadmiaru moich zajęć zdjęcia musiały czekać aż dwa tygodnie na opublikowanie. Sama mikrowyprawa też zbyt długo nie trwała ponieważ w połowie trasy dostałem telefon, że trzeba ratować moją rodzicielkę z opresji, bo samochód się jej rozkraczył daleko od domu. Tak więc może wielkiej przygody nie przeżyliśmy ale i tak było fajnie połazić z kumplami po lesie, zrobić ognisko i upiec kiełbasę.

Strażnik lasu.







Tropy zwierząt.
Tropy zwierząt.

Tropy zwierząt.

Kora brzozy idealną rozpałką.
ognisko
Ustawianie stosu na platformie.
ognisko
Jest już ciepło.







Czytaj dalej »

Przechowywanie żywności - lodownia.

Przechowywanie żywności w lodowni.

lodówka
Lodownia w Parku Oruńskim w Gdańsku.
Źródło: Commons.wikimedia.org

Kiedy miałem kilka lat, spacerując po Parku Oruńskim w Gdańsku, bardzo mnie zaintrygowała duża dziura w ziemi, która była częściowo wymurowana. Później przez wiele lat myślałem, że to zwykła piwnica lub ewentualnie jakiś schron, jednak z czasem o niej zapomniałem.
Po ponad trzydziestu latach udało mi się pojawić ponownie w tym parku. Wspomnienia i pytania wróciły, dlatego korzystając z okazji postanowiłem zaspokoić swoją ciekawość i sprawdziłem czy ów dziura nadal się tam znajduję. Okazało się, że pomimo upływu lat ów dziura nadal jest tam gdzie była i jest całkiem w dobrym stanie.
Z ciekawości poszukałem, poszperałem i znalazłem odpowiedź czym jest ta dziura - jest to zabytkowa lodownia!

Co to jest lodownia i dlaczego o niej piszę?
Z punktu widzenia preppersa lodownia jest dość ciekawym wynalazkiem, gdyż dawno temu była używana do przechowywania żywności. Można powiedzieć, że to wczesna lodówka, która nie potrzebowała prądu.
Budowało się ją najczęściej w zacienionym przez drzewa zboczu pagórka, natomiast wejście do lodowni umiejscowione było od północnej strony wzniesienia, a wchodziło się do niej przeważnie po zmroku aby ciepło dnia nie podnosiło temperatury wewnątrz budowli.
Ściany obiektu były murowane, często miały podwójne ściany, pomiędzy którymi była izolacja ze słomy. Podłoga piwnicy nie była murowana, a zamiast podłogi była wmurowana metalowa krata, na której spoczywał lód pozyskiwany w czasie zimy z zamarzniętych jezior. Woda z roztopionego lodu po prostu wsiąkała w ziemię. Ciekawostką jest to, że po umieszczeniu wielu brył lodu na wyżej wymienionej kracie polewało się całość gorącą wodą co powodowało, że lód z wierzchu roztapiał się pod wpływem temperatury, po to żeby zaraz zamarznąć zmieniając się w jedną wielką bryłę. Ten zabieg był na tyle istotny, że lód jako jednolita bryła topi się wolniej niż kilka pojedynczych bloków lodu.
Wieść niesie, że w miesiącach gorących lód był wykorzystywany do produkcji zimnych napojów i lodów. To daje obraz jak długo bryły lodu spoczywały w tej specyficznej piwnicy.

Wydaje mi się, że taka lodownia jest fajną, ekologiczną alternatywą dla współczesnych lodówek bo nie grozi jej awaria agregatu czy brak prądu. Niestety głównym minusem takiej budowli jest to, że mogą sobie na nią pozwolić tylko ci, którzy mają kawałek swojej ziemi, a mieszkańcy blokowisk są skazani poczciwe lodówki.

Czytaj dalej »

Magazyn preppersa.

Jak zrobić magazyn preppersa.

jak zrobić magazyn
Jeden z moich magazynów.

Większość preppersów posiada swoje rezerwy żywności i sprzętu. Jedni mają prowiant na 2 tygodnie, inni na trzy miesiące, a jeszcze inni mają takie zapasy, że nie muszą wychodzić z domu czy ze swojej kryjówki przez pół roku albo dłużej. Wszystko zależy od zasobności portfela i planu ewentualnego działania.

Jak zorganizować magazyn z żywnością?
Wielkość zapasów jest regulowana przygotowanym wcześniej planem ewakuacji, możliwościami przechowywania, jakości zapasów itd.
Preppers przygotowując swój prowiant powinien zwrócić uwagę, aby nie trzymać go w jednym magazynie. Gromadzenie dużej ilości prowiantu w jednym miejscu nie jest dobrym rozwiązaniem, gdyż w przypadku pożaru, powodzi, zawalenia stropu czy kradzieży zapasy po prostu przepadną.
Dlatego warto swoje rezerwy podzielić na kilka części i jedną część trzymać w miejscu zamieszkania, część możemy oddać do zaufanych ludzi na przechowanie(np. do rodziny). Część prowiantu możemy schować po drodze do naszej kryjówki i na pewno w samej kryjówce też powinien znaleźć się magazyn z prowiantem. Dodatkowo możemy się pokusić o stworzenie kilku mniejszych magazynów ukrytych gdzieś w pobliżu naszego miejsca przebywania, aby nie trzymać całego zapasu w jednym schowku. Ważne żeby takie magazyny były dobrze zakamuflowane przed nieproszonymi gośćmi i zabezpieczone przed zwierzętami. 
Możemy też stworzyć kilka "naturalnych" magazynów przez zasadzenie jadalnych roślin np. topinamburu na nieużytkach w pobliżu swoich kryjówek albo uprawiać zimotrwałe rośliny w przydomowym ogródku czy działce ogrodniczej.

Jak to wygląda u mnie?
Ja część zapasów zmagazynowałem w domu, część w piwnicy, a także pewną ilość mam odlozoną u rodziny. W docelowym miejscu ewakuacji też mam zrobioną skrytkę z prowiantem. Ponadto w niedalekiej odległości od miejsca zamieszkania i ewakuacji posadziłem topinambur, który może zimować w ziemi bez szkody dla niego. 
Czytaj dalej »

Survival po mojemu.

sztuka przetrwania
W wielu publikacjach możemy się spotkać z różnymi definicjami słowa survival, oczywiście nie twierdzę, że one są błędne, ale ja mam swoje określenie, które brzmi - RWD, czyli Ratuj Własną Dupę. Ja nie rozgraniczam survivalu na sportowy, miejski, leśny, wiejski, czy szuwarowo-błotny ;-) 
Survival to nie wyjście do lasu na dzień czy dwa, a kiedy będzie nam źle to w każdej chwili możemy wrócić do domu czy zadzwonić po taksówkę.
Dla mnie survival to walka o przetrwanie w ekstremalnych sytuacjach, a te najczęściej występują nagle, w najmniej sprzyjających okolicznościach na wodzie, na lądzie, czy w górach. Człowiek będący w nagłej i ekstremalnej sytuacji toczy walkę z czasem i o czas, walczy z własnymi słabościami, stosuje zdobyte wcześniej wiedzę i umiejętności stawiając czoło wszelkim przeciwnościom losu. Resztę według mnie możemy nazwać bushcraftem.

Powiem szczerze, nigdy nie musiałem walczyć o przetrwanie. Nigdy nie byłem rozbitkiem na bezludnej wyspie ani nie spadłem z nieba w "stalowym ptaku" gdzieś na środku pustyni. Chociaż miałem parę dziwnych przygód to jednak nie uważam się za "przesurvivalowca". Znam (niekoniecznie osobiście) innych specjalistów zajmujących się tym zagadnieniem, czy też szkoleniem z zakresu technik przetrwania.
Ja swoją skromną wiedzę zacząłem zdobywać z książek i innych publikacji oraz tematycznych filmów, a zdobyte umiejętności wprowadzałem w życie w czasie wędrówek, czy podczas biwakowania. Jednak ciężko to nazwać survivalem. Ot zwykły outdoor czy jak kto woli bushcraft albo nazywając to po polsku - bytowanie na łonie natury. To po prostu jedno z moich hobby.

Wracając do RWD, to nie jest tak, że mamy dbać tylko i wyłącznie o siebie. Może kiedyś będziemy musieli zadbać także o swoich współtowarzyszy czy nawet o osoby zupełnie nam nieznane. Mając wiedzę nie bądźmy z tych, którzy obojętnie przechodzą obok czyjejś krzywdy.

"Nie czuję się mentorem. To wewnętrzny przymus robienia czegoś pożytecznego" - Lech Dyblik

Czytaj dalej »