Nie daj się nabrać - STOP spamowi na portalach społecznościowych!

Stop Spam!

STOP spamowi.


Bardzo często widzę, że moi znajomi "upubliczniają" dziwne wpisy na portalach społecznościowych. Jednak znając tych ludzi miałem świadomość, że nie są osobami pokroju wypisywania: "wygrałem to i jak chcesz też wygrać to zrób to i to", albo "jak chcesz dowiedzieć się kto przegląda twój profil to wejdź tu i zrób to i to". 
Wiedziałem, że coś jest na rzeczy, dlatego trochę temat zbadałem i okazuje się, że większość owych postów jest publikowana automatycznie bez wiedzy dysponenta konta.

Jak to się stało?
Otóż zauważywszy, że nasz znajomy "chwali się" w poście wygraną jakiegoś produktu, klikamy w jego post i automatycznie jesteśmy przekierowani na zewnętrzną stronę łudząco przypominającą stronę logowania np. Facebook, na której jesteśmy proszeni o np. potwierdzenie swojej daty urodzenia poprzez podanie loginu i hasła. Kiedy owe dane wpiszemy w szablon spamer przechwytuje dane i w naszym imieniu jak wirusa rozsyła niechciane wiadomości. 

Jak się przed czymś takim ustrzec?

1. Kiedy jesteś na jednym z portali społecznościowych, a po kliknięciu na czyjś link/post przekieruje cię na stronę w celu ponownego logowania niech zapali się tobie czerwona lampka! Nie loguj się pod żadnym pozorem i zapytaj nadawcę czy faktycznie rozsyła takie wiadomości.

2. Jeżeli zauważysz, że z twojego konta są rozsyłane wiadomości, o których nie wiesz natychmiast ZMIEŃ HASŁO!
Ponadto wejdź na swój profil klikając swoje imię i nazwisko, wybierz dziennik aktywności, znajdź aplikację rozsyłającą SPAM i usuń ją z listy!

3. Postaraj się zmienić ustawienia aplikacji(na przykładzie Facebooka):
a) w grach na FB zawsze graj anonimowo, 
b) aplikacje, witryny internetowe i wtyczki miej wyłączone,
c) starsze wersje aplikacji FB dla urządzeń mobilnych ustaw TYLKO JA!

4. Uczul swoje dzieci, gdyż najczęściej właśnie one są podatne na bezmyślne klikanie w linki/posty.


Czytaj dalej »

Rajd po Kaszubach 10/12 sierpień 2015.

Cień.
Ja i mój ziom.

Mikrowyprawa po Kaszubach.


Ja i mój ziomal długo czekaliśmy na ten wypad. Początkowo plan był taki, że w poniedziałek rano wskakujemy w auto, jedziemy nad rzekę Wdę i tam łazimy. Niestety plan poszedł w odstawkę bo samochód nam się skończył i wyruszyliśmy dopiero po południu. Trzeba było improwizować, więc postanowiliśmy sprawdzić ile kilometrów damy radę przemierzyć pieszo przez 5 dni z plecakami ważącymi około 25 kg.
Marsz miał być na wzór ewakuacji z miasta.
Wyruszyliśmy z Kowal (gm. Kolbudy) ok. godziny 13.00 i poszliśmy w stronę Kolbud. Droga była prosta i trochę nudna dlatego w Kolbudach postanowiliśmy zanurzyć się w las, później dojść do kanału Raduni i iść jej prawą stroną w kierunku Łapina.
Ok godziny 17.00 czasu lokalnego stwierdziliśmy, że trzeba rozejrzeć się za jakimś miejscem na założenie obozu. Znaleźliśmy fajną miejscówę w wąwozie, zakrytą ze wszystkich stron drzewami i blisko wody. Decyzja zapadła. Tu zostajemy!
Po wstępnym wypakowaniu majdanu i sięgnięciu po napój energetyczny zwanym "napojem bogów" okazało się, że pomimo zastosowanej chemii kilka (miliony) małych zasrańców zwanymi kleszczami usilnie chce nam odgryźć nogi.
Jak prawdziwi preppersi zarządziliśmy ekspresową ewakuację. Zwinęliśmy nasz niedoszły obóz i dalej udaliśmy się w poszukiwaniu "pokoju" w tym wielkim "hotelu".
Po godzinie 18.00 dotarliśmy na małą polankę umiejscowioną przy elektrowni "Zameczki Wodne". Tu kleszczy nie było więc rozbiliśmy namioty, zjedliśmy, umyliśmy się, podziwialiśmy przyrodę, a potem poszliśmy w kimę. Ryb nie łowiliśmy, gdyż był zakaz łowienia w pobliżu tamy, poza tym ryby wcale nie brały.;)

Rano wstaliśmy o g. 6.00, wyciągnęliśmy sobie po cztery kleszcze, które się jednak przedarły przez barierę ubrań i chemii. Spakowaliśmy graty i poszliśmy dalej w górę Raduni. Idąc wzdłuż rzeki doszliśmy do kładki na wysokości miejscowości Widlino, przez którą się przeprawiliśmy na zachodni brzeg rzeki i poszliśmy w stronę jeziora Łapińskiego. Upał był straszny, więc zażyliśmy w w/w jeziorze orzeźwiającej kąpieli aby dalej podążyć jego południowym brzegiem w stronę wsi Czapielsk. Oczywiście przez długość jeziora nie udało nam się przejść, gdyż niektórzy właściciele ziemscy art. 27 prawa wodnego, który zabrania grodzenia nieruchomości przyległych do powierzchniowych wód publicznych w odległości mniejszej niż 1,5 m od linii brzegu, a także zakazywania lub uniemożliwiania przechodzenia przez ten obszar mają w głębokim poważaniu. 
Ominęliśmy odgradzających się od reszty świata obszarników i wzdłuż rzeczki Reknica poszliśmy w stronę jeziora Zrąbsko, a następnie do jeziora Głębokie, gdzie uzupełniliśmy wodę, zjedliśmy, umyliśmy się i zostaliśmy na noc.
Niektórzy dziwnie na nas patrzyli kiedy braliśmy z jeziora wodę do picia, ale co z tego, że wszyscy tam sikają? My też tam sikaliśmy!:) Ważne żeby wiedzieć jak tą wodę uzdatnić.
Niestety, w międzyczasie dostaliśmy wiadomość, że musimy na następny dzień być w GdańskuTak więc szliśmy spać z niezbyt tęgimi minami.

W nocy na kąpielisko robiąc rykowisko przyjechali jacyś autochtoni i zaczęli się kąpać. To spowodowało, że rano niewyspani wytoczyliśmy się z naszych apartamentów i średnio przytomni przyjęliśmy azymut na Przywidz. W Przywidzu podjechał do nas jakiś gość i zapytał czy nie wiemy gdzie jest ulica Kwiatowa. Zaczęliśmy się zastanawiać czy wszyscy mieszkańcy Przywidza chodzą mając na grzbietach plecaki 65 l pojemności skoro pomylił nas z nimi.:)
Na koniec, czekając na PKS podeszło do nas dwóch członków plemienia "czerwone twarze", którzy usilnie chcieli nas uraczyć wiśniowym trunkiem. Po miejscowym rytuale "wymiany grzeczności" zapakowaliśmy się do autobusu i wróciliśmy do domu.
KONIEC!

W plecaku tachałem:

  1. nóż Mora,
  2. kuchenka wojskowa i paliwo turystyczne,
  3. kubek,
  4. manierka i menażka,
  5. niezbędnik,
  6. tabletki chlorowe do uzdatniania wody,
  7. coś do ubrania na noc,
  8. ubrania na dzień,
  9. szczoteczka i pasta do zębów,
  10. mydło,
  11. ręcznik,
  12. chusteczki nawilżane,
  13. apteczka,
  14. latarka,
  15. osełka do noża,
  16. zapalniczka taktyczna,
  17. krzesiwo,
  18. namiot,
  19. karimata,
  20. śpiwór,
  21. saperka,
  22. żarcie.
W sumie przeszliśmy ponad 38 kilometrów z 25-cio kilogramowym obciążeniem na plecach w ponad 35-cio stopniowym upale.
Doświadczenie to pokazało, że w przypadku eksodusu z miasta dorośli są w stanie uciec, natomiast przyjmując założenie ucieczki z rodziną (z dziećmi) lepiej przygotować jakiś pojazd bo w przybliżonych warunkach raczej daleko nie uciekniemy. Jak powiedział klasyk "kto ma auto ten ma lżej".
W upale raczej mało się je, a więcej pije, więc 2/3 jedzenia przywiozłem z powrotem do domu, dlatego przygotowując swój Zestaw Ucieczkowy powinniśmy dostosować ilość i jakość żywności m.in. do panującej pory roku.

Skromna galeria z wypadu.
elektrownie
Elektrownia "Zameczki Wodne".
elektrownia
Elektrownia "Zameczki Wodne".
camping
Nasz pokoje w hotelu.
Nasza "szama".
szlak
Szlak którym podążaliśmy.
grzyby
Takie grzyby rosły.
Radunia.
Radunia.
I znowu Radunia.
zielony szlak
Miejscami było pięknie.
Kładka przez Radunię.
Kładka przez Radunię.
Wschód słońca.
Poranek ostatniego dnia wędrówki.
Jezioro Głębokie.
Jezioro Głębokie.
Przywidz.
W oczekiwaniu na dyliżans.

Czytaj dalej »

Wizyta u harcerzy ZHP Malbork w Papierni.

Źródło: Preppersi.pl fot. Peoria.

Wizyta u harcerzy.


Pewnego dnia dostałem wiadomość e-mail od Kravera z Preppersi.pl z zapytaniem czy bym nie podjął się zadania poprowadzenia pogawędki z małą grupą harcerzy z ZHP Malbork na temat broni używanej w czasie II wojny światowej przez powstańców i partyzantów.
Pomyślałem sobie, że jeżeli załatwię jakiś sprzęt do pokazania to pomimo moich oporów przed publicznym wystąpieniami wyrażę akces tego przedsięwzięcia. Z małą grupą dzieciaków przecież sobie poradzę!

Dzięki moim znajomym udało się zorganizować kilka eksponatów. Miałem do dyspozycji atrapę granatu trzonkowego(Stielhandgranate), replikę pistoletu TT i pistolet maszynowy MP 40 
(ASG). Z racji małej ilości namacalnego sprzętu dodatkowo wydrukowałem zdjęcia wybranych jednostek broni z tamtego okresu. Poza tym zabrałem ze sobą broń hukową i subkarabinek AKS-74U (ASG) z zamysłem, zrobienia czegoś więcej niż nudnego wykładu.

Cóż, jak postanowiłem, tak uczyniłem. Sprzęt zebrany więc piszę do Kravera, że zdecydowałem się i poprowadzę zajęcia. W odpowiedzi otrzymuję informację, że mała grupa liczy 36 dzieci i 8 osób dorosłych!
No cóż, trzeba było być twardym, nie ma odwrotu! Ale co pomyślałem o zbliżającym się dniu spotkania jakoś ogarniała mnie ogromna trema.

Nadszedł dzień wyjazdu. Mieliśmy się spotkać w piątek ale jadąc do Papierni (gm. Lipusz) hamulce mojego samochodu powiedziały dość! (dzień wcześniej mechanik "fachowo" wymieniał okładziny w bębnach i linkę ręcznego).
Nie lubię kiedy przez zbieg dziwnych okoliczności mogę wyjść na osobę niesłowną i/lub idiotę dlatego obdzwoniłem pół rodziny żeby pożyczyć jakiś środek lokomocji.
Udało się, jadę! Niestety dopiero na drugi dzień ale jednak.

W sobotę rano dojechałem na miejsce, gdzie face to face spotkałem Kravera, Peorię, Fookyego i BowHuntera(których bardzo pozdrawiam) znanych mi dotychczas jedynie z forum Preppersi.pl. Z racji tego, że w/w preppersi przyjechali dzień wcześniej to zdążyli już pokazać harcerzom jak się plecie sznury z trawy, buduje szałasy itd.
O godzinie 9 uraczyła nas burza dlatego schowaliśmy się wszyscy w wielkim namiocie aby sprzęt nie zamókł i poprowadziłem pogadankę. Mówiłem o tym jak partyzanci i powstańcy pozyskiwali broń i amunicję, o posługiwaniu się bronią itd.
Gdy skończyłem "przemowę" a burza odeszła poszliśmy wszyscy na strzelnicę, gdzie pokazałem postawy strzeleckie przy okazji robiąc trochę huku, a potem z broni ASG dzieciaki mogły postrzelać.

Po zajęciach miałem okazję porozmawiać z harcerską kadrą, która okazała się fantastyczną ekipą ludzi poświęcająca siebie i swój prywatny czas dla dzieciaków nie licząc na jakąkolwiek gratyfikacje.

Pozdrawiam harcerzy ze szczepu Nam Się Chce z ZHP Malbork. Mam wielki szacunek dla Was!



 Nam Się Chce.

Foto: Peoria.
Foto: Peoria.
Foto: Peoria.
Foto: Peoria.
Foto: Peoria.
Foto: Peoria.
Foto: Peoria.
Foto: Peoria.
Foto: Peoria.
Foto: Peoria.
Nie jestem zwolennikiem pokazywania twarzy w internecie dlatego wszystkie twarze, które mogły zostać rozpoznane zostały ukryte. 

Ps. niestety jakoś na urlopie zawsze mi brakuje czasu dlatego dopiero dzisiaj powstał ten post :-)



Czytaj dalej »

Bezpieczeństwo nad wodą - ratownicy.

Kajkowo.
Plaża przy jeziorze Sajmino. Nikt niczego nie pilnuje.

Ratownicy w Kajkowie.


Dzisiaj byłem z rodzinką nad pięknym jeziorkiem w Kajkowie koło Ostródy.
Patrząc na pracę tutejszych ratowników WOPR zastanawiałem się jakim cudem trup się nie ściele gęsto. Istny chaos! Jeden z ratowników się opalał patrząc czy słońce równo łapie, drugi pisał smsy a trzeci poszedł popływać wzdłuż jeziora. Ludziska z kąpieliska strzeżonego wpław wypływają na środek jeziora i żaden z ratowników  nie reaguje, inni na kąpielisku wyznaczonym dla dzieci karmią kilka łabędzi ( 3 młode i 2 dorosłe) no i też nikt nie interweniuje. Dobrze że dorosłe ptaki nie poczuły zagrożenia ze strony ludzi ale zdarzały się przypadki ataków owych ptaków na osobach zażywających kąpieli. 
Na koniec jeden z ratowników przewrócił drewniany płot (którym się odgradzają od reszty narodu żeby mieć dużo miejsca na "smażing") na moją córkę. W ostatniej chwili odciągnąłem dzieciaka. Inaczej byłaby noga złamana.
Jedyne co mogę powiedzieć to gratuluję "profesjonalizmu" ratownikom, a plażowiczom szczęścia... że jeszcze nikomu się nic nie stało.
Czytaj dalej »