Saperka.

Saperka, łopatka piechoty.


Sen­ty­ment do tego narzędzia pow­stał u mnie po przeczy­ta­niu książki Wik­tora Suworowa pt. “Spec­naz”, w której napisał: ” w rękach żołnierza Spec­nazu saperka staje się stras­zliwą, bezsze­lestną bronią…”, “mała łopatka może być uży­wana w walce wręcz prze­ci­wko bag­ne­tom, nożom, pięściom lub innym saperkom”.


Saperkę można wyko­rzys­tać:
do kopa­nia schronień typu bunkry, tran­szeje i ziemi­anki,
jako siekierę np. do budowy tratwy, przy­go­towa­nia sza­łasu czy opału na ognisko itd
jako wiosło w przeprawach przez przeszkody wodne,
zna­jąc wymi­ary łopatki możemy użyć jej jako prow­iz­o­rycznej miary,
jako dźwig­nię (maszynę prostą),
jako broń białą.


Saperka “nie ma składanego styliska, co stanowi jej bardzo ważną cechę. Jest to przed­miot mono­li­ty­czny. Jej trzy krawędzie są ostre jak nóż” — Wik­tor Suworow “Spec­naz”.


Saperka, jest trochę jak mul­ti­tool, gdyż jest wielo­funkcyjnym instru­mentem, które ma nam pomóc wykonać pewną pracę, w różnych sytu­ac­jach. Łopatką piechoty jak każdym narzędziem trzeba się nauczyć nią posługi­wać. Nie wystar­czy tylko ją mieć. Trzeba wiedzieć jak skutecznie łopatką kopać, jak rąbać, jak się nią bronić i zadawać ciosy.
Czytaj dalej »

Czym jest batonowanie?


Czym jest batonowanie.


Dla starych wyjadaczy temat jest banalny ale często spotykam ludzi, którzy nie wiedzą co to jest batonowanie. Dlatego postanowiłem napisać krótki post na ten temat.

Batonowanie to specyficzna technika cięcia przy wykorzystaniu noża, polegająca na udarowym przecinaniu np. drewna. Udar uzyskujemy uderzając w grzbiet ostrza noża innym przedmiotem, najczęściej kawałkiem drewna.
Dzięki takiej obróbce drewna uzyskujemy bardziej precyzyjne cięcia, niż gdybyśmy to robili uderzając nożem w cięty materiał. Poza tym taka obróbka jest bezpieczniejsza, gdyż nie machamy ostrym narzędziem w tą i z powrotem stwarzając zagrożenie dla siebie i osób postronnych. Dodatkowo uzyskujemy większą siłę przecinania przy zużyciu mniejszej ilości energii, co w sytuacji zagrażającej życia pozwoli oszczędzić nam parę kalorii.

Dzięki batonowaniu możemy pociąć długie i grube gałęzie na krótsze, ściąć kilkuletnie drzewo (mniejszej średnicy), a także rozłupać grubsze polana na mniejsze szczapy przy użyciu niewielkiego noża.

Najlepiej byłoby aby batonowanie przeprowadzać nożem wykonanym w technologii full tang (z głownią stałą) gdyż taki nóż jest bardziej odporny na uszkodzenia niż scyzoryk ale wiem z doświadczenia, że da się to zrobić przy użyciu noża ze składaną głownią.

Batonowanie jest umiejętnością, która bardzo przydaje się np w survivalu przy budowie schronienia czy w przygotowaniu drewna do rozpalenia ogniska kiedy wszystko wokoło  jest mokre po deszczu lub roztopach. Aby pozyskać suche drewno trzeba znaleźć martwe, powalone drzewo, które nie leży bezpośrednio na ziemi, pobrać z niego grubsze kawałki, a następnie rozłupać wzdłuż. Na pierwszy rzut oka takie drewno może wyglądać na mokre ale kiedy je przepołowimy, w środku będziemy mieć suche drewno, które batonujemy oddzielając od mokrego. Suchy materiał rozdrabniamy na różnej grubości patyczki, które będą nam służyły jako podpałka
co to jest batonowanie
Batonowanie przy pomocy noża SCHF3N.

batonowanie

czym jest batonowanie

batonowanie

survival


batonowanie
Morka też da radę.
survival

czym jest batonowanie

co to jest batonowanie

survival

co to jest batonowanie


Czytaj dalej »

Nóż Schrade SCHF3N.

SCHF3N.

Nóż Schrade SCHF3N.


Nóż Schrade Extreme Survival Full Tang SCHF3N posiadam od 6 grudnia 2015 roku (św. Mikołaj przyniósł ;-) ) ale dopiero na ostatnim wypadzie w teren miałem okazję dokończyć testy.
Było rąbanie, struganie, batonowanie...


Nóż wykonany jest w Chinach z chińskiej stali 8Cr13MoV, która w USA i Europie ma swój odpowiednik w stali serii 440, ta z kolei jest popularną stalą wykorzystywaną do produkcji noży taniej i średniej cenowo klasy.
Nóż jest oksydowany, wykonany w technologii full tang, ma długość całkowitą 298 mm, powierzchni tnącej 140 mm, grubość 6 mm, a jego waga to 400 gram. Chwyt noża ma okładziny z mikarty i ergonomiczny kształt, który zabezpiecza dłoń przed zsunięciem się jej na ostrze. Ponadto rękojeść jest w górnej powierzchni ząbkowana co ma zapewnić dobre podparcie na kciuk przy struganiu.

W opisach sklepów, które oferują noże można znaleźć informacje, że ów nóż SCHF3N ma ostrze "drop point" z wklęsłym szlifem , natomiast wg mnie to "clip point", no ale pewnie się nie znam.

W komplecie jest nylonowa pochwa z wkładem z tworzywa sztucznego, którą można zawiesić na pasie głównym. Pochwa posiada także kieszeń zewnętrzną, w której możemy umieścić osełkę.

Tak jak wspomniałem, w/w nożem trochę potyrałem i okazuje się, że parametry noża (wymiary, waga) powodują, iż jest całkiem przyjemnym "rąbadełkiem". Stal szła jak burza rąbiąc drewno stare i świeże. Bez problemu pokonywała sęki, przy batonowaniu cięła wzdłuż polana o średnicy 7-8 cm.

Nóż dzięki ergonomicznej rękojeści trzyma się stabilnie w dłoni, a dodatkowo możemy go zabezpieczyć przed wypadnięciem przytaczając rzemieniem wokół nadgarstka, który przeplatamy przez otwór znajdujący się na końcu chwytu.

W czasie testów ostrze nieopatrznie trafiło na kamyk ukryty w ziemi, który spowodował małe wyszczerbienie. To powoduje, że w/w nóż "otwieraczem do czołgów" nie jest.

Poza tym do filetowania ryb, skórowania zwierzyny, oraz innych lżejszych i precyzyjnych prac raczej raczej się nie nadaje i lepiej wybrać do tego inne narzędzie.

Osobiście preferuję posiadanie dwóch noży tj jeden do prac lekkich, a drugi do ciężkich więc z przyjemnością będę używał prezentu. Natomiast osobom, które wolą jeden nóż do wszystkiego proponuję aby poszukali czegoś bardziej uniwersalnego i z lepszej stali.




Batonowanie.
Batonowanie.
Struganie.

Czytaj dalej »

Obszar Warowny "Śląsk".

Obszar Warowny "Śląsk".


Parę dni temu mój kumpel postanowił zrobić mi niespodziankę. Wykorzystał sytuację i przy okazji kibicowania na meczu hokeja stworzył artykuł specjalnie dla mnie.


Obszar Warowny "Śląsk".


Podczas pobytu na śląsku z okazji 15 Mistrzostw Polski Amatorów w hokeju na lodzie ,
odbywających się w Bytomiu, miałem niewątpliwą przyjemność zwiedzić mały odcinek ciągnącego się na 60 kilometrów Obszaru Warownego Śląsk. Linia OWŚ zaczyna się na północy
w rejonie Sączowa,a na południe sięga aż pod Pszczynę. My (towarzyszyła mi przesympatyczna Pani Monika, autorka zdjęć) za cel pieszej ekspedycji, obraliśmy sobie okolice Piekar Śląskich.
Wędrówkę rozpoczęliśmy w okolicach kopalń "Wit Stwosz" i "Karol", gdzie mieścił się nasz hotel/
zajazd "Karlik", czyli rogatki Radzionkowa.
Droga wiodła nas niedaleko folwarku Donnersmarck'ów. Kimkolwiek byli owi ludzie, nas interesował kierunek Namiarki, czyli wzgórze 310.
Mijając Szarlej (dzielnica Piekar ), centrum oraz okolice kopalni "Julian II",dotarliśmy do rzeki "Szarlejki", którą pokonaliśmy przechodząc po kolektorze ściekowym na drugą stronę.
Stąd już rzut beretem do wspomnianego wcześniej wzgórza. "Nasze" wzgórze 310 znajdujące
się na terenie gminy Bobrowniki, jest jednym z najciekawszych i najsilniej nasyconych schronami odcinków OWŚ. Wzgórze okala od zachodu kolano rzeki Brynicy, co w założeniu stanowiło doskonałe miejsce obrony przed najeźdźcą. Od wschodu doskonały wgląd w przedpole, a także hydrotechniczne możliwości zalania dużych terenów, uniemożliwiające przedarcie się wojsk pancernych. Żadne z w/w właściwości punktu oporu "Bobrowniki" nie zostały wykorzystane w walkach obronnych. Na rozkaz dowódcy Armii Kraków Antoniego Szyllinga, opuszczono linie obronne w nocy z 2 na 3 września ze względu na możliwość okrążenia. Swoją drogą ciekawy jestem co Pan generał robił 1 i 2 skoro dopuścił do takiej sytuacji, że trzeba było się wycofywać z nazywanej przez wielu "Polskiej linii Maginota" tak szybko.

Chwilę po zwiedzeniu bunkrów po zachodniej części Namiarek, musieliśmy odpuścić wschodnią część umocnień ze względu na poganiający nas czas i cel główny czyli Muzeum Fortyfikacji schron bojowy nr 52 Wesoła.
Przeprawa przez Brynice kładką, spacer przez osiedle Wieczorka, Józefka to kolejne punkty nawigacyjne na trasie do muzeum, opisane przez przemiłe Panie lokaleski, które chwilę wcześniej pozwoliły nam pooglądać schron znajdujący się na ich posesji.
Za Józefką na drodze z Kozłowej Góry do Dobieszowic napotkaliśmy na rzece Brynicy tamę zalewową. Powstała ona w 1936 roku i jako obiekt wojskowy przygotowana była do wysadzenia w powietrze. Po wschodniej stronie tamy bez trudu odnaleźliśmy jednoizbowy schron/wartownię, służący do bezpośredniej obrony obiektu. Po oględzinach i wykonaniu dokumentacji fotograficznej przez Panią Monikę ( a kto to jest Monika? ;-) udaliśmy się prosto do schronu nr 52.
Pomimo że obiekt jest czynny od 1 czerwca (byliśmy w kwietniu) spotkaliśmy na miejscu fantastycznych ludzi ze stowarzyszenia "Pro Fortalicium", którzy praktycznie za własne pieniądze nie licząc datków, opiekują się, odnawiają, oprowadzają wycieczki i są po prostu zajebiści :-)
Po chwili rozmowy kolega z żoną zaproponował, że nas oprowadzą po schronie, na co przystaliśmy z radością bo przecież było zamknięte.
Trochę o schronie (w cudzysłowie tekst Pana Marka Wacławczyka z ulotki Stowarzyszenia Pro Fortalicium: "Obiekt został zbudowany 1937 roku. Załoga liczyła około 16 żołnierzy.Strop na schronie ma grubość 1,5 metra, a ściana przednia 1,75 metra. Uzbrojenie składało się z trzech ciężkich karabinów maszynowych, dwóch w bocznych strzelnicach,oraz jednego w kopule bojowej. Przed schronem stoi kolejna kopuła pancerna, uratowana przed kradzieżą z obiektu dowodzenia znajdującego się w Sączowie. Waży ona 18 ton, a grubość ściany wynosi 170mm".
Po zwiedzeniu tego pięknego obiektu zostaliśmy obdarowani pamiątkowym kubkiem stowarzyszenia, jak i falą love and peace :-). Prawie nas zmuszono do konsumpcji kiełbasek z ognicha i symbolicznego piwka. Niestety czas ograniczony turystyką pieszą nakazywał nam zachowanie rozwagi i podróż powrotną. Wspomniany prze zemnie kolega zawiadowca schronu, nie mógł wyjść z podziwu, że my z Radzionkowa przybyliśmy na piechotę i za wszelką cenę chciał załatwić nam transport powrotny (w moim mniemaniu to był rzut beretem dwa razy).
Po wymianie numerów telefonów musieliśmy się niestety odmeldować i wracać w kierunku Radzionkowa. Trochę inną drogą i bardziej zurbanizowanym terenem dotarliśmy w końcu do hotelu. Cała trasa miała około 30 kilometrów, a ja przez kamyczek w bucie myślałem, że o 5 kilometrów więcej...
Drogę szacowałem zmęczeniem stóp :-D


tekst: Cichy
foto: a kto to jest Monika?

























































Dzięki Cichy.
Dzięki Monika.

ps Cichy a kim jest Monika? ;-)



Czytaj dalej »