Tyndalizacja żywności.

tyndalizacja
Tyndalizacja.

Tyndalizacja żywności.


Tyndalizacja jest jedną z najbardziej skutecznych metod konserwacji żywności. Jednak żeby można było mówić o tyndalizacji trzeba koniecznie wspomnieć o pasteryzacji, ponieważ tyndalizacja to nic innego jak kilkukrotne pasteryzowanie.

Pasteryzacja to technika konserwacji, która niszczy drobnoustroje chorobotwórcze za pomocą podgrzewania do ok 
90-100°C przetworów zamkniętych w hermetycznym pojemniku odpornym na wysokie temperatury takie jak szklane butelki czy słoiki. Pasteryzacja niszczy bakterie ale z ich przetrwalnikami już sobie nie radzi, dlatego aby się ich pozbyć musimy przeprowadzić tyndalizację.

Tyndalizacja to trzykrotna pasteryzacja przeprowadzona co 24 godziny. Ponieważ po pasteryzacji bakterie zostają unieszkodliwione to niestety ich formy przetrwalnikowe pozostaną. Dlatego po pierwszej pasteryzacji musimy odczekać 24 godziny aby dopuścić do tego aby bakterie z formy przetrwalnikowej przeszły w stan wegetatywny, a następnie je unicestwić drugą pasteryzacją. Trzecia pasteryzacja zabija ewentualnie opóźnione bakterie, które rozwinęły się ze stanu przetrwalnikowego do stanu wegetatywnego po drugiej pasteryzacji.

Tyndalizacja przedłuża okres przydatności do spożycia nawet do kilku lat przy zachowaniu smaku żywności.
Czytaj dalej »

Recenzja książki "Preppersi, przygotowani do przetrwania".

preppersi
Preppersi, przygotowani do przetrwania.

Recenzja książki "Preppersi, przygotowani do przetrwania".

Pomimo, że mam niewielki wkład w powstanie tej książki, postanowiłem zamieścić krótką opinię na temat treści oraz ogólnego odbioru w czytaniu. Chciałbym również zweryfikować założenia czytelników, którzy spodziewają się, że dostaną do rąk poradnik. Ta pozycja poradnikiem nie jest.
Preppesi... jest książka, mówiąca o tym kim są preppersi, dlaczego się przygotowują i jak to robią(w małym zakresie). Ta publikacja jest bardziej dla ludzi, którzy chcą się czegoś dowiedzieć o samych preppersach a nie dla tych, którzy chcą zgłębiać wiedzę o samym przetrwaniu. O dziwo książka ta nie przedstawia nas preppersów, jako świrów czekających w schronach na koniec świata, kisiel z kosmosu czy atak zombiaków. Tylko po prostu traktuje nas jako ludzi pragmatycznych, nie bujających w obłokach.
Książka była napisana w formie wywiadów z różnymi osobami(między innymi ze mną), które są w pewien sposób związane z tematem preppingu i wskazują pewne kierunki działania aby się przygotować na różne sytuacje awaryjne. Oczywiście większość informacji zawartych w tej książce można znaleźć w internecie, ale to raczej oczywiste bo ja jako udzielający wywiadu opierałem się na własnej wiedzy i doświadczeniu, które opisuję właśnie tu na swoim blogu.

Książkę "Preppersi, przygotowani do przetrwania" można kupić między innymi w sklepie MUZA.
Czytaj dalej »

Podstawy preppingu. Cz. 3.

Preppersi
Preppersi.

Kolejna, ostatnia część podstaw preppingu wg Kravera.

Podstawy preppingu. Cz. 3 - Ewakuacja.


Zacznijmy od tego, co rozumiemy pod nazwą ewakuacji. Pierwsze i oczywiste skojarzenie to przemieszczenie się z jednego miejsca do drugiego, w bezpieczny, często skryty sposób. Ewakuacja jest nagła, gwałtowna i wiąże się z nią wiele zagrożeń. W tym przypadku jednak o ucieczce mówimy także w odniesieniu do sytuacji, kiedy nie uciekamy lecz także przygotowujemy schronienie w którym chcemy przetrwać do nadchodzących gwałtownych wydarzeń. To ujednolicenie jest niezbędne, ponieważ część preppersów planuje ewakuację do miejsc, w których będą mogli przetrwać a inni w takich miejscach już są i nie chcą ich opuszczać, dlatego też „ucieczką” nazwiemy ich przygotowania do odcięcia się od świata lub wejścia w tryb „bojowy”. Lepiej chyba nie umiem tego wyjaśnić.

Jednak po kolei.

Ewakuacja z przemieszczeniem:

1. Przygotowanie ewakuacji. Najważniejszym zagadnieniem jest to czy mamy dokąd uciekać. Paniczne podążanie za tłumem uchodźców, bez informacji, bez wiedzy, bez planu i bez celu to nie ewakuacja. To wyrok wydany na siebie i bliskich. Znamy wiele historycznych przykładów takich exodusów, które zapisały się w dziejach tylko liczbą ofiar i straszliwymi warunkami. Dlatego posiadanie miejsca dokąd możemy uciec jest kluczowe. Samowystarczalny domek na prowincji, stary dom po dziadku, schron wykopany na działce ale tez dom rodzinny na dalekiej wsi albo miejsce wspólnie przygotowane z przyjaciółmi. W taki cel podróży inwestujemy swój czas, energię i pieniądze, przygotowujemy je po to aby służyło nam jako wygodne i bezpieczne schronienie ale też oczywiście może stać się wspaniałym miejscem letniego odpoczynku z rodziną. Jedno drugiemu nie przeszkadza. Trzeba pamiętać o tym, że chcąc uciekać „do rodziny” warto zadbać o dobre z nią relacje. Pomóc w remoncie, wesprzeć finansowo, zwyczajnie dbać o inne osoby.

Kiedy już wiemy dokąd uciekniemy musimy wiedzieć jak. Znowu mamy tu do czynienia z paradoksem preppersów – nie wiemy co nas czeka a musimy się do tego przygotować. Najlepszym rozwiązaniem jest przygotowanie następujących wersji.
Ewakuacja samochodem – z wyznaczeniem co najmniej dwóch tras (drogami głównymi i gminnymi). Ucieczki środkami publicznego transportu (kolej, autobus), ucieczki środkami alternatywnymi rower, łódź, pieszo lub samochodem po drogach gruntowych. Współczesne drogi korkują się przy zwykłych wahadłach lub gołoledzi, co będzie gdy np. zapełnią się chorymi ludźmi w samochodach ? Ucieczka po drogach będzie niemożliwe (ryzyko zarażenia i korki), wtedy wybierzemy środki opcjonalne.
Nie należy się bać kilkuset kilometrowych odległości – wszystko jest do pokonania, zwłaszcza przy dobrym planowaniu, nawet pieszo. Potrafimy naprawdę wiele, kiedy będziemy zmuszeni do działania na rzecz dobra swoich bliskich. Zabezpieczenie trasy. Mamy cel, mamy wyznaczoną trasę. Teraz trzeba ją usprawnić do swoich potrzeb. Jeśli jest długa musimy poznać miejsca dobre do obozowania lub przenocowania. Możemy ukryć na trasie schowki z zapasami. Możemy poznać alternatywne drogi/objazdy np. przez leśną drogę używaną przez miejscowych. Może mamy po drodze kogoś znajomego (może nawet preppersa) który umożliwi nam nocleg/uzupełnienie zapasów? Wszystko trzeba rozważyć i przemyśleć.
Kolejnym punktem jest sama ewakuacja. Doszło do zagłady, nasze przygotowania procentują i mamy czas na ucieczkę (wersja bardzo optymistyczna). Co robić ? Nie czekać. W krytycznych chwilach nie ma demokracji i powoływania komisji sejmowych, dobra decyzja to ta podjęta pewnie i szybko i sprawnie wprowadzona w życie. Nie czekajcie aż stopnieją zapasy, aż zapchają się drogi wylotowe z miast, aż w kranach braknie wody a w sklepach jedzenia. Macie plan, przygotowaliście się do niego, więc nie wahajcie się. Nikt nie stworzy dla was lepszego planu w ciągu kilku godzin, skoro wy siedzieliście nad nim miesiącami. Teraz nie czas na płacze, żale i moralne rozterki, trzeba ruszać. 
Gdy dotrzemy do celu. Doszło do katastrofy, uciekliśmy i dzięki przygotowaniom dotarliśmy do celu. Co dalej ? Czeka nas dużo wytężonej pracy, trudnych decyzji i wyborów, stresów, nerwów i strachu. Z tym trzeba się pogodzić. Każda godzina się liczy, nie marnujmy jej na tryumfalne grille, na to przyjdzie czas później. Potrzebny będzie bezpieczny kontakt ze światem a więc droga radiowa, telefoniczna, środki masowego przekazu a jeśli ich braknie poczta pantoflowa, kontakty z sąsiadami a nawet obserwacje tego co się dzieje wokoło i wyciąganie wniosków. Nie przewidzimy tego co będzie, dostosowywać będziemy musieli się w trakcie.

2. Ucieczka jako pozostanie na miejscu. W tym przypadku posłużę się przykładem. Mamy samowystarczalne gospodarstwo/dom na wsi, w dużej odległości od innych, nasz świat dopadła właśnie plaga poważnej choroby zakaźnej, przenoszonej przez kontakty bezpośredni (wydzieliny ciała, ślina, krew). Teoretycznie szanse są niezłe – jest własna woda, zwierzęta, jest żywność. Jeśli dodamy do tego zapasy i przemyślany system ogrzewania i produkcji prądu to możemy żyć w miarę wygodnie, czekając na pomoc (o ile nadejdzie). Żeby jednak wszystko dobrze działało musimy „uciec” w opracowane wcześniej schematy zachowania. Najprostsze z nich w opisywanym przypadku to np. : zabezpieczenie dojazdu do posesji (drzewo zwalone w poprzek drogi działa choć utrudni też dojazd lekarzom), zabezpieczanie samej posesji (ciągłe warty, pilnowanie terenu i psy stróżujące), ciągły nasłuch radiowy (kanały CB i kanały służb), ustalone schematy postępowania z sąsiadami, obcymi, każdym kto może przenieść chorobę. Wyznaczenie miejsca do kwarantanny, zadbanie o ciepło, dobre pożywienie. Rzeczy do zrobienia jest mnóstwo, nie sposób ich choćby wymienić tutaj a co dopiero opisać. Możliwe, że ktoś nie będzie chciał się izolować, może będzie upatrywał swojej szansy w tłumie ? Może będzie chciał pomóc innym? Każdy ma swój rozum, swoje podejście i tylko on może decydować o swoich motywach i zasadach.

O ile etap przygotowań to wielka niewiadoma, kiedy stajemy się śmieszni dla innych gromadząc coś co jest dostępne w każdym sklepie w okolicy, o tyle etap ucieczki to początek złych czasów. Jeśli będzie tak źle, że podejmiemy decyzje o ewakuacji to znaczy że nasz świat właśnie chwieje się w posadach i żarty się skończyły. Wolałbym raczej pozostać do końca życia dziwakiem gromadzącym konserwy, niż któregoś dnia musieć zacząć je oszczędzać.
Czytaj dalej »

Nawałnice - jak się zabezpieczyć.

burza
Skutki nawałnicy.

Nawałnice - jak się zabezpieczyć.

Impulsem do napisania tego posta była informacja o nawałnicy, która przeszła nad Moskwą zabijając 10 osób i raniąc ponad sto (niektóre źródła mówią o 11 zabitych i 70 rannych). w Polsce raczej nie spotykaliśmy się z tak silnymi zjawiskami pogodowymi, ale przez zachodzące zmiany klimatyczne także u nas mogą wystąpić. Poza tym podróżując po świecie, możemy przypadkowo znaleźć się w samym środku takiej nawałnicy, więc owa wiedza może nam się przydać.

Na początku trzeba wyjaśnić, czym są nawałnice. Otóż nawałnice to gwałtowne burze połączone z silnym wiatrem, w czasie których często występują opady atmosferyczne.
Zachowanie się w czasie burzy opisywałem w poście "Uwaga Burza!", więc dalej ograniczę się do silnego wiatru i opadów atmosferycznych.


Gdy nawałnica spotka cię poza domem.

W czasie występowania burz warto śledzić aktualne prognozy pogody, szczególnie kiedy planujesz wypady w góry, do lasu czy po prostu w plener. Dobrze jest zapoznać się z planami okolicy i ewentualnymi miejscami schronienia np. schroniska w górach, miejsca użyteczności publicznej w mieście, aby w razie nawałnicy wiedzieć, gdzie można się szybko schować.
Jeżeli znajdziesz się w samym środku nawałnicy, nie masz możliwości schować się w budynku i musisz improwizować. Wtedy poszukaj schronienia w naturalnych zagłębianiach albo schowaj się za duże głazy, które osłonią cię przed silnym wiatrem. Zagrożeniem mogą stać się banery reklamowe, które zerwane przez podmuchy wiatru mogą nas ranić. Unikaj także kryjówek 
budynkach w złym stanie technicznym oraz pod pojedynczymi drzewami, natomiast w lesie jesteś w miarę bezpieczny.



Jak się zachować w domu w czasie nawałnicy.


Kiedy jesteś w domu, powinieneś odłączyć wszystkie urządzenia elektryczne z sieci aby uchronić się od przepięć w sieci, które mogą spowodować zniszczenie sprzętu, a w bardziej ekstremalnych przypadkach pożar. Pozamykać wszystkie okna, a jeśli posiadasz, to także rolety antywłamaniowe czy okiennice.
W przypadku pojawienia się trąby powietrznej najlepiej się schować w piwnicy lub na najniższej kondygnacji przy ścianie nośnej. Oczywiście jeżeli mieszkamy w strefie gdzie często występują lokalne podtopienia powinniśmy zwrócić uwagę czy woda nie wlewa się do pomieszczeń umiejscowionych niżej i ewentualnie zająć miejsce na wyższych kondygnacjach.
Warto wcześniej przygotować sobie jakieś awaryjne źródło światła w postaci latarek czy lampek na baterie. Oczywiście można zaopatrzyć się także w świece czy lampy naftowe ale one są mniej bezpieczne. Tym bardziej kiedy w domu mamy zwierzęta lub małe dzieci, które mogą swoim niefortunnym zachowaniem spowodować pożar.
Również powinniśmy wcześniej zadbać o zapasy żywności, wody oraz o jakiejś alternatywnej kuchence, ponieważ w czasie nawałnicy możemy zostać odcięci od mediów. 
Warto także zadbać o bezpieczeństwo osób postronnych zabezpieczając ruchome przedmioty przed domem czy na balkonie, które mogą zostać porwane przez wiatr a następnie ugodzić kogoś lub zniszczyć mienie.
Słuchaj w radio komunikatów pogodowych. Dobrze jest wcześniej zadbać o instalację odgromową.


Jak się zachować w samochodzie w czasie nawałnicy.


Przede wszystkim nie zatrzymuj się w pobliżu latarni ulicznych i drzew, gdyż wiatr może spowodować, że złamane mogą runąć na auto.
Jeżeli jedziesz drogą i masz dostateczną widoczność dostosuj prędkość do widoczności a gdy poruszasz się wraz z innymi uczestnikami nie zatrzymuj się, ponieważ jesteś bardziej bezpieczny niż gdybyś stał samotnie na poboczu. Jeżeli musisz się zatrzymać z powodu złej widoczności zatrzymaj się z włączonymi światłami mijania i awaryjnymi w bezpiecznym miejscu. Najlepiej na jakimś wzniesieniu i z daleka od cieków wodnych aby w wypadku napływu wody nie zalało elektroniki samochodu, gdyż może to spowodować unieruchomienie pojazdu.
Unikaj tuneli, obniżeń terenu i zachowaj szczególną uwagę kiedy będziesz przejeżdżał przez duże kałuże, ponieważ pod lustrem wody mogą znajdować się różne przeszkody w postaci uszkodzonej nawierzchni czy niezabezpieczone studzienki. 


Czytaj dalej »

„Preppersi. Przygotowani do przetrwania!”

Od jutra, tj. 14.06.2017 roku będzie dostępna książka

Preppersi. Przygotowani do przetrwania!.

Preppersi. Przygotowani do przetrwania.
Kogoś może dziwić dlaczego reklamuję czyjąś książkę, więc już tłumaczę - zostałem o to poproszony przez autorów i to niniejszym czynię.
Publikacji jeszcze nie czytałem, więc jej opis w całości podaję z informacji prasowej. Gdy znajdę czas na jej zapoznanie chętnie napiszę o niej kilka słów.



Jak przetrwać bez względu na warunki?

Odcięte drogi, brak prądu i ogrzewania, pieniędzy, żywności, wody, wszelkiej pomocy z zewnątrz. To nie jest opis filmu katastroficznego ani surrealistyczna wizja apokalipsy. Taki scenariusz, w wyniku różnych tragedii, może spełnić się w każdej chwili i spotkać każdego. Na tak ekstremalne sytuacje przygotowani są preppersi. Kim są, co robią i jak w dziewięć miesięcy zostać jednym z nich, by móc przetrwać nawet globalny kryzys, o tym w książce Wojciecha Chełchowskiego oraz Andrzeja Czuby. Premiera książki „Preppersi. Przygotowani do przetrwania!” już 14 czerwca.


Samodzielni, samowystarczalni i niezależni od rzeczy, które ludziom wydają się być niezbędne do codziennego życia - prądu, ogrzewania, wody, możliwości zakupu żywności w każdej chwili. Przygotowani na wszelkie sytuacje, które zagrażają im i ich rodzinie, od zatrucia wody, braku prądu czy skażenia powietrza, przez głód, kryzys ekonomiczny, po globalną katastrofę. Preppersi. Przeżyć bez względu na warunki to podstawa zasada każdego z nich. Właśnie to łączy preppering i survival.

Powołując się na opinie socjologów, antropologów oraz historyków, autorzy analizują sytuację człowieka Zachodu, który nadmiernie uzależnił się od technologii, a znacznie oddalił od natury. W książce zaprezentowano konkretne przykłady dowodzące, że mimo licznych udogodnień i zabezpieczeń, ludzie nie są wolni od zagrożeń. Autorzy opisują m.in. klęski żywiołowe, które nie tak dawno dotknęły Polskę: powódź tysiąclecia z 1997 r., tornado z 2008 r. czy działanie orkanu Ksawery z 2013 r. Wskazują, że przyswojenie nawet podstawowych zasad prepperingu sprawia, że ludzie znacznie lepiej mogą poradzić sobie w tak dramatycznych okolicznościach. Doświadczeni preppersi uważają, że nieprzygotowana rodzina w sytuacji ekstremalnej już w ciągu dwóch tygodni będzie miała ogromne problemy.

Wojciech Chełchowski oraz Andrzej Czuba pokazują, że preppersem może zostać każdy. Autorzy przedstawiają dziewięciomiesięczny Plan Początkującego Preppersa, przygotowany we współpracy z wprawionymi członkami takich grup. Dzięki temu ludzie zawsze będą przygotowani do przetrwania.


Andrzej Czuba, Wojciech Chełchowski – dziennikarze pracujący w czołowych wydawnictwach prasowych, byli szefowie Playboya, założyciele internetowego bloga muzycznego www.hysteria.pl i autorzy książki Militarni. Już wojskowi, czy jeszcze cywile? opisującej polskie organizacje proobronne. 

Autor: Wojciech Chełchowski, Andrzej Czuba
Tytuł: „Preppersi. Przygotowani do przetrwania!”
Data premiery: 14 czerwca 2017
Wydawnictwo: Muza
Liczba stron: 272
Cena: 34,90 zł

Kontakt dla mediów:
Paula Sztark
tel. 793 919 119 
Czytaj dalej »

Podstawy preppingu. Cz. 2.

Preppersi
Preppersi.
Foto: Peoria.
Dzisiaj kolejna część podstaw preppingu wg Kravera. 

Podstawy preppingu. Cz. 2 - Przygotowania.



Preppersi to inaczej „ludzie przygotowani”. To jest właśnie naszym celem i ideą naszego światopoglądu. Staramy się mieć wszystko zaplanowane i chcemy być gotowi na to co nadejdzie. Kiedyś taką postawę nazywano Zaradnością, Sprytem, Mądrością i były one cechami bardzo wielu osób, gdyż życie codzienne samo nagradzało osoby o takim właśnie charakterze. To nie były dawne czasy, kto pamięta Polskę sprzed 1989 roku ten wie jak trudno było normalnie żyć, co trzeba było przedsięwziąć aby zapewnić sobie podstawowe rzeczy (ach te kolejki po mięso).
Dzisiaj żyjemy w czasach skrajnego konsumpcjonizmu, wszystko czego pragniemy i wszystko czego mamy zapragnąć wg wytycznych sprzedawców jest nam podstawiane pod nos. Pożywienie, czysta woda, wszelkie dobra materialne ale też duchowe są dzisiaj produktem, który tylko czeka aby po niego sięgnąć. Skoro więc mamy wszystko, po co gromadzić zapasy ? Do czego mi półka konserw jeśli w promieniu stu metrów od domu mam kilka sklepów, gdzie mogę kupić zawsze coś świeżego ?
Jako Preppersi nie wierzymy w stałość świata. Mimo zaawansowanej techniki, ogromnej wiedzy i swobodnego przepływu informacji nadal jesteśmy na łasce natury. Mimo znajomości własnej historii nadal popełniamy błędy wywołując wojny. Mimo wszechwładnej polityki i dążeń do powszechnej demokracji świat nadal jest usiany jednostkami wrogimi i niebezpiecznymi. Mimo walki o tolerancję nadal pojawiają się różni ekstremiści i fanatycy, dążący do zagłady osób innych od nich. Rozwinęliśmy do niespotykanej skali medycynę ale wciąż wystarczy jeden przypadek aby niebezpieczna choroba rozszalała się po świecie.
Złe rzeczy wciąż się zdarzają i wciąż będę się zdarzać. Chcemy się na nie przygotować.
Skala przygotowań może być bardzo różna, ktoś postanowi zmienić swoje życie, ucieknie od miejskiego zgiełku, kupi bądź zbuduje dom, założy samowystarczalny ogród, wykopie studnie. Ktoś inny wyszkoli się i przygotuje do nagłej ucieczki do teściów/rodziców/przyjaciół. Ktoś jeszcze inny, nie do końca wierzący w ideały Preppersów, postanowi dla świętego spokoju zgromadzić w garażu zapasową benzynę, kilka butelek wody i parę konserw. Wszyscy oni wygrają w perspektywie czasu.
Wystarczy awaria zasilania i wszystko stanie się trudniejsze. Nie wypłacimy z bankomatu ani grosza, nie zapłacimy w sklepie kartą, nie wejdziemy nawet do supermarketu. Wystarczy gwałtowna zmiana pogody by świat wokół stanął w miejscu. Trzydniowy orkan, gwałtowne śnieżyce, ulewy wywołujące powódź to się zdarza i może dotknąć każdego z nas. Rok temu nikt nie czuł się zagrożony zajściami w sąsiednim państwie. Dzisiaj widzimy jak na Ukrainie toczą się kolejne regularne walki a świat stopniowo dąży do kolejnej zimnej wojny. Wirus Ebola, który był nam dotąd znany jedynie z hollywoodzkich produkcji nagle pokazał swoją siłę i niemal wyrwał się z kontynentu afrykańskiego i to mimo szeroko zakrojonych działań zabezpieczających.
Nie możemy powstrzymać takich wydarzeń ale możemy się na nie przygotować tak ,aby w krytycznym momencie mieć wiedzę i środki do walki z nimi.
Szanowny czytelniku, chcielibyśmy namówić Cię na stanie się zaradnym i przygotowanym. Prepping to nie kopanie bunkrów i kolekcjonowanie zapasów, to przede wszystkim myślenie z wyprzedzeniem i wyobraźnią, jeśli trafiłeś na te stronę, wiedziony zaciekawieniem bądź szukając odpowiedzi na pytania lub rozwiązań problemów miło nam będzie Cię tu powitać.

Konkretne rodzaje Przygotowań:

1. Realny minimalizm – to robocza nazwa dla takiego podejścia, które w wypadku załamania obowiązującego porządku umożliwi nam przeżycie kilku dni i ewakuację na niewielką odległość.
- Żywność. Zgromadzenie kilku suchych i łatwych do przechowania produktów, takich jak ryż/kasza, zapas ziemniaków, kilka konserw mięsnych, kilku kilogramów mąki da nam mniej więcej trzydniową niezależność od dostaw pożywienia. To z jednej strony krótko ale np. w razie klęski żywiołowej w ciągu 72 godzin powinna dotrzeć do nas jakaś ekipa ratunkowa. Zawsze trzeba patrzeć na zużycie pożywienia we własnej rodzinie – tylko my wiemy ile nasza rodzina jest w stanie zjeść w przeciągu jakiegoś czasu. Łatwo to wyliczyć. Dobrym sposobem jest zgromadzenie takich produktów, dzięki którym będziemy mogli zrobić lubiany posiłek (jedząc coś co lubimy odprężamy się i redukujemy stres).
- Woda. Oczywiście pitna, minimum 6 litrów dziennie na osobę ale lepiej założyć dawkę 10 litrów (w razie czego). Wodę dobrze gromadzić w plastikowych, przezroczystych pojemnikach – najlepsze będą kupione zbiorniki np. 30 bądź 60 litrowe ale można tez wykorzystać zbiór butelek PET czy cokolwiek innego.
- Leki. Zwłaszcza w wypadku osób chorujących na choroby przewlekłe, zapas leków musi być i co ważne nie powinien być cały w jednym miejscu, w razie gdyby okoliczności odcięły nam dostęp do jednego miejsca. Potrzebne środki to przede wszystkim produkty do oczyszczania i dezynfekcji ran, środki przeciwbiegunkowe, przeciwbólowe, uspokajające oraz witaminy. W razie odcięcia na kilka dni to wystarczy.
- Ubrania. Ciepłe, wygodne, dobrej jakości. Co najmniej dwie zmiany takiej odzieży.
- Transport. Sprawny samochód, przygotowany do podróży (dobrym sposobem jest dopilnowanie aby zbiornik był zawsze w połowie pełny). Dobrze mieć wyposażenie dodatkowe w bagażniku – linę do holowania, sprawną latarkę, szelki do odpalania z innego akumulatora, łopatkę/szufelkę śniegową, siekierkę i łańcuchy na koła. Dobrym pomysłem jest żelazna rezerwa 5 litrów paliwa w kanisterku.

2. Gotowość do poważnego kryzysu – to przygotowanie się na kilka miesięcy odcięcia od dostaw i braku prądu. Nakłady środków na takie przygotowanie się są znaczne i wymagają cierpliwości oraz dobrego przemyślenia wszystkich aspektów. W przypadku problemów trwających przez tak długi okres czasu mówimy o poważnych zmianach w otaczającym nas świecie: epidemiach, wojnie, załamaniu gospodarki lub katastrofach naturalnych o globalnym zasięgu.
- Żywność. Zgromadzenie zapasów dla kilku osobowej rodziny na okres około 5 miesięcy jest bardzo kosztowne i trudne logistycznie. Potrzebne jest miejsce magazynowe a lepiej kilka takich miejsc, potrzebne są spore nakłady środków na żywność zdolną wytrzymać dłuższy czas. Niezbędne jest zabezpieczenie zapasów przed gryzoniami, owadami i ludźmi. Najważniejsze jest jednak to, ze mimo zgormadzonych zapasów, nie dają one nam pewności na przetrwanie – w tym wypadku będzie niezbędne stworzenie alternatywnego źródła produkcji żywności. Takich sposobów jest wiele – własny warzywniak, hodowla zwierząt lub ryb. Warte uwagi są tu następujące pomysły: hodowla drobiu i królików (świetne źródło białka, duża rozrodczość), uprawy szklarniowe i hydroponiczne, hodowla ryb (staw, akwaria), hodowla owadów lub gryzoni.
- Woda. Zgromadzenie zapasów wody może być niewystarczające i bardzo trudne w takiej ilości aby zabezpieczyły wielomiesięczne zapotrzebowanie rodziny lub grupy osób. Do magazynowania takich ilości niezbędne będą ogromne ilości zbiorników i bezpieczne miejsce dla nich. Gromadzenie wody w pojedynczym zbiorniku jest niebezpieczne i trudne, taka woda może ulec skażeniu, zanieczyszczeniu i pozbawić nas całego zapasu, dlatego lepszy będzie sposób wielu mniejszych pojemników. Niezbędne jednak będzie zapewnienie sobie dostępu do wody z kilu innych źródeł. Dobrymi pomysłami są studnie, naturalne źródła a także systemy odbioru deszczówki z dachu. W każdym przypadku niezbędny będzie system filtrowania i uzdatniania wody.
- Leki. Zapas leków na tak długi okres czasu musi być odpowiednio powiększony. W okolicznościach zagrożenia zachorowalność wzrośnie, będziemy narażeni na choroby zakaźne i uszkodzenia ciała – na to wszystko trzeba się przygotować i zgromadzić środki medyczne. Trzeba pamiętać o stworzeniu zapasów antybiotyków, leków przeciwbólowych, antyseptycznych ,wyposażenia niezbędnego do pielęgnacji osób obłożnie chorych (leżących).
- Środki czystości. Przy tak długim odcięciu od dostaw problem higieny stanie się jednym z najważniejszych. Higiena jest decydująca w profilaktyce większości chorób a ciężko ją utrzymać jeśli nie zgromadzi się wcześniej odpowiednich środków. Dlatego też zgromadzenie chemii gospodarczej, środków czystości, zapasu foliowych worków na śmieci i szeregu innych rzeczy jest kluczowe. Oprócz najbardziej klasycznych rzeczy mogą się tez przydać: wapno, soda kaustyczna, ług, chlor, zapas nadmanganianu potasu, kwas borowy.
- Ubrania. Ciężkie warunki będą wymagać dobrych, mocnych ubrań. Kilka miesięcy to spory zapas, zarówno ubrań na okres ciepły jak i na okres zimowy. Dobrym nawykiem jest też posiadanie stroju ochronnego/wodoodpornego (włącznie z obuwiem).
- Transport. Tym razem nie wystarczy sam samochód. Paliwo zawsze staje się problemem i dobrem luksusowym a potrzeby transportowe będą ciągłe i naglące. Rowery, wózki „tuptusia”, wózki paszowe, zaprzęgi czy wszelkie alternatywne źródła transportu, które nie wymagają ropy/benzyny będą bardzo pożądane. Z kolei do samochodu niezbędny staje się zapas paliwa na dłuższy okres czasu i gwarantujący większy zasięg.

3. Trwałe zmiany w funkcjonowaniu – to wersja najbardziej zaawansowana, stworzona czysto teoretycznie na potrzeby naszych przewidywań. Kiedy znany nam świat zniknie, zmieni się nie do poznania, będziemy musieli dostosować się do niego. Nie sposób przewidzieć do czego dojdzie, jakie będziemy mieli możliwości i opcje. Nie ma więc sensu na wyszczególnianie zagadnień. Należy pamiętać tylko o jednej ważnej rzeczy, wszystko będziemy musieli zbudować praktycznie od zera. Produkcja żywności, pozyskanie wody, rolnictwo, hodowla, zbieractwo, łowiectwo staną się najważniejszymi składnikami codziennego życia. Nie należy jednak zapominać o tym, co buduje zręby cywilizacji – system polityczny, moralny, sztuka, nauka. W długofalowym działaniu są to rzeczy równie ważne jak woda i żywność.
Także nasza mentalność będzie musiała ulec zmianie a nabyta wiedza i umiejętności mogą zadecydować o naszym dalszym losie. Do tego trzeciego etapu najtrudniej się przygotować, nie wiemy co nas spotka, nie znamy realiów w jakich być może przyjdzie nam żyć. Tutaj najlepszą nasza bronią staną się :
przygotowanie psychiczne i fizyczne, nabyta wiedza i umiejętności, sztuka improwizacji i zdolności adaptacyjne.

Już niedługo część 3.
Czytaj dalej »

Podstawy preppingu. Cz. 1.

Ostatnio nie mam na nic czasu i trochę zaniedbałem swoje strony, ale jak zawsze mogę liczyć na Kravera, który podrzuca swoje wartościowe materiały.


Ewakuacja preppersa
Preppersi.

Podstawy Preppingu.


Jak można krótko i treściwie opisać temat, który z założenia jest nieskończony?
Jak można w kilku zdaniach pomieścić wiedzę wielu osób?
Opisanie samych podstaw dla początkującego Preppersa jest zadaniem niemal niemożliwym. To zbyt dużo wiedzy, której nie można podzielić na tą potrzebną i tą mniej przydatną. Niemniej każdy kto trafia na tą stronę zadaje sobie pytania co właściwie powinien zrobić, żeby „być przygotowanym”.
Spróbujmy zmierzyć się z tym zadaniem.
Trzy części preppingu determinują styl życia osoby, która nie chce dać się zaskoczyć losowi. W kolejności będą to: Przygotowanie, Ewakuacja, Przeżycie.


1. Przygotowanie.

To ogólnie pojęte gromadzenie zarówno dóbr materialnych (sprzęt, zapasy wody, żywność), wiedzy (nauka tego co może nam się przydać a czego nie umiemy i rozwijanie tego w czym już jesteśmy mocni) i treningu (kondycja, sprawność fizyczna, użycie umiejętności manualnych).
Przygotowania są sednem naszego podejścia, jako Preppersi nie lubimy uzależniać się od innych, być na ich łasce bądź niełasce. Wolimy mieć swój sprawdzony sprzęt i narzędzia niż szukać ich w krytycznej sytuacji. Nie chcemy przymierać głodem, wolimy mieć zapasy żywności. Nie chcemy czuć pragnienia, chcemy mieć zapas wody ale też wiedzieć jak i gdzie ją znaleźć. Jest tyle sposobów przygotowań ilu preppersów, każdy ma swój unikatowy sposób, dobry dla niego ale też dający do myślenia innym, szukającym rozwiązań. Chcemy umieć zbudować schronienie, naprawić to co w nim mamy i zapewnić byt i bezpieczeństwo naszym bliskim i sobie. Sedno przygotowań to myślenie zawczasu o tym wszystkim co może się nie udać i przysporzyć nam problemów, od braku paliwa do zadyszki wywołanej lenistwem.
Ktoś zapyta, po co mu przygotowania. W sklepie na rogu codziennie jest świeże pieczywo,
kawa i gazeta. W domu wystarczy nacisnąć guzik a będzie ciepło i miło. W kranach jest świeża woda a nocą na ulicy światła zapalają się same. My nie wierzymy w stałość dobrobytu, w pewność świata, w jego bezpieczeństwo. Złe rzeczy zawsze mogą się zdarzyć i trzeba o tym pamiętać. Nie chcemy być bezwolnym ,wystraszonym tłumem walczącym o kromkę chleba. Nie chcemy martwić się o nasze dzieci, o ich przyszłość, nawet w najgorszych momentach.
Dlatego się przygotowujemy.

2. Ewakuacja.

Większość z nas żyje w miejscach, które są zdatne do życia tylko tak długo, jak długo działa infrastruktura. Usiądźcie spokojnie i zastanówcie się, jak wyglądałoby wasze życie w małym mieszkaniu w centrum miasta lub w pięknym developerskim bloku, kiedy brakłoby prądu. Spróbujcie funkcjonować przez tydzień po wyłączeniu prądu. Nie ma światła, ciepła, wody. Teraz dodajcie do tego nie wywiezione od miesiąca śmieci pod blokiem, puste półki w sklepach i męczącą was gorączkę. Teraz dołóżcie do tego obrazu bandy spanikowanych i głodnych ludzi gotowe zabić za jedzenie, wściekłe i przerażone siły mundurowe, próbujące okiełznać chaos pomimo braku środków, bezpańskie zwierzęta na ulicach również poszukujące czegokolwiek do przeżycia. Do ziszczenia się tego makabrycznego scenariusza potrzeba jedynie epidemii swojskiej grypy. Dlatego też jeśli żyjemy na co dzień w miejscu niemożliwym lub trudnym do przeżycia będziemy musieli uciekać.
Ewakuacja, po „preppersowsku” to nie paniczny exodus w tłumie uchodźców. To nie pęcherze, odmrożenia, ból i łzy. To nie panika i strach o najbliższych. Prepper przygotuje swoją Ewakuację. Wyznaczy trasy, pozna je, zaplanuje. Będzie miał plan albo kilka planów alternatywnych. Zadba o to by nie głodować, by mieć odpowiednie obuwie, strój, by mieć się gdzie schować po drodze. Nie wpadnie w korki uciekając z miasta, nie podda się gdy skończy się autostrada. Gdy zrani się – będzie miał opatrunki, gdy zmarznie – rozpali ogień i zbuduje schronienie gdy zostanie napadnięty – obroni się. Najważniejsze jednak jest to, że będzie miał DOKĄD się ewakuować.
Są preppersi, którzy nie chcą lub nie muszą się przemieszczać w razie problemów. Mają swoje domy-twierdze, w których chcą doczekać lepszego jutra. Jednak ich też dotyczy sama ucieczka, bo jest to również umiejętność przestawienia się na inne myślenie i funkcjonowanie, psychiczne przejście w tryb przetrwania i obrony. Kiedy będziecie zmuszeni do ewakuacji, będzie to oznaczało, że świat już się zmienił i musimy się do niego dostosować w zupełnie nowy sposób.
Ewakuacja to przygotowanie, zaplanowanie i przećwiczenie przemieszczenia się do bezpieczniejszego miejsca oraz właściwe zabezpieczenie i przygotowanie miejsca już bezpiecznego.


3. Przeżycie.
Gdy znany nam świat już się załamie, gdy wiedzeni naszym prepperskim podejściem ewakuujemy się tam gdzie będzie bezpieczniej, gdy nastąpi moment oddechu, będziemy musieli zadać sobie pytanie. Co dalej ? Nikt z nas nie potrafi przewidzieć tego co się może stać, scenariuszy jest zbyt wiele. Jeśli przeżyjemy, jeśli nasze Przygotowanie i Ewakuacja zdadzą egzamin pozostanie nie odmienne pytanie „Co dalej ?”. Do tego też chcemy się przygotować, nie chcemy upadku ludzkości, stoczenia się w otchłań zdziczałych band znanych z filmów SF. Nie chcemy upadku moralności, mądrości, piękna i sztuki. Chcemy zadbać o to, by nasze dzieci w nowym świecie, jakikolwiek by nie był mogły zaznać spokoju, radości i szczęścia, nawet jeśli będziemy musieli ten świat zbudować od nowa cegła po cegle. Przeżycie – to ta część, która porusza najtrudniejsze i najdelikatniejsze tematy. Jak hodować zwierzęta i rośliny, które nas wykarmią. Jak korzystać z pozostałości cywilizacji i zasobów naturalnych. Jak odbudować cywilizację tak aby była lepsza i mądrzejsza. Jaką moralną i duchową ścieżkę przybrać aby kolejny raz w historii się nie sparzyć. Jakich wybrać przywódców i wiele, wiele innych tematów.
ABC preppingu będzie dla każdego z nas inne, wyjątkowe. Tak właśnie powinno być. Ktoś postawi na survival i przeżycie w lesie, inny na zbieractwo i grzebanie w ruinach a kolejny będzie sadził i zbierał. Jedynym egzaminem, który może nas uczciwie zweryfikować, będzie życie i koniec znanego nam świata. Mimo, ze wierzymy w nasz styl życia, w nasze przygotowania i przezorność, wolelibyśmy na koniec nie mieć racji, mylić się w każdym punkcie i dalej cieszyć się życiem.

Niebawem część 2 i 3.
Czytaj dalej »

Jak zabezpieczyć mieszkanie.

Zabezpieczenie mieszkania pod nieobecność domowników.

Źródło: pixabay.com
Czasami można zauważyć na portalach społecznościowych posty, na których nasi znajomi albo znajomi znajomych chwalą się wyjazdem w góry, czy jakieś egzotyczne miejsca. Nie twierdzę żeby się nie dzielić swoimi przeżyciami z rodziną czy przyjaciółmi, ale publikując informacje o tym, że jesteśmy przez kilka dni daleko od domu może przysporzyć nam wielu problemów. Trzeba pamiętać, że dla złodzieja wiedza o mieszkaniu, w którym przez dłuższy czas nie będzie właścicieli jest bardzo pożyteczna. Ma on wtedy świadomość, że może wynieść z takiego mieszkania wszystko co mu się spodoba. Chociaż w większości wypadków włamań do mieszkań dokonują drobni złodzieje, to jednak są grupy przestępcze, które nie pogardzą nowo umeblowanym mieszkaniem.
Zdarzały się przypadki, kiedy to pod nieobecność właścicieli mieszkania podjeżdżał samochód ciężarowy pod klatkę budynku i pod legendą przeprowadzki były wynoszone wszelkie sprzęty i meble. Takie sytuacje najczęściej zdarzają się na nowych osiedlach, gdzie nikt nikogo jeszcze nie zna.

Jak zabezpieczyć nasze mieszkanie (dom)?

Niestety nie ma 100% możliwości zabezpieczenia naszego domu czy mieszkania, ale możemy przynajmniej utrudnić działanie złodziejom zakładając okna z wzmocnionymi szybami i ramami oraz drzwi antywłamaniowe z ryglami przeciwwyważeniowymi. Im więcej przeszkód do sforsowania, tym bardziej możemy zniechęcić złodzieja do wdarcia się do naszego mieszkania. Oczywiście jeżeli zamienimy nasz dom (mieszkanie) w fortecę zakładając kraty w oknach czy rolety antywłamaniowe może się zdarzyć, że sprowokujemy zbója do próby włamania. Widoczne zabezpieczenia mogą świadczyć, że jesteśmy bardzo zamożni.

Dobrym pomysłem jest żyć w zgodzie z sąsiadami i wymienić się z nimi numerem telefonu, aby w razie jakichkolwiek problemów mogli nas powiadomić. Warto też poprosić bliską nam osobę, aby przychodziła co 2-3 dni do naszego lokum i sprawiała wrażenie, że w naszym mieszkaniu odbywa się codzienne życie np. poprzez uchylanie okna czy balkonu, przestawienie kwiatów na parapecie, zapalenie wieczorem światła w pokojach, wyciąganie poczty ze skrzynki, itd.


WardenCam360.
Możemy także nabyć programatory czasowe (najtańszy dostępny już za 15 zł) i ustawić je tak, aby o danej godzinie włączały i wyłączały sprzęty podłączone do gniazdka np. radio, lampka nocna, lampka ozdobna, aby udawały obecność domowników. W przypadku telewizorów to się nie uda, ponieważ po włączeniu do prądu pozostają "w uśpieniu". Możemy także zainwestować w alarm albo w kamerę z detektorem ruchu i powiadamianiem na telefon komórkowy (koszt zestawu od kilkuset złotych). Innym, podobnym rozwiązaniem może być specjalna aplikacja na smartfon np. WardenCam360 (koszt aplikacji ok 6$, do testowania za darmo). Aplikację tą instalujemy na dwóch smartfonach. Jeden aparat telefoniczny ustawiamy w miejscu, który ma być pod kontrolą i włączamy aplikację oraz łączymy się z internetem(wifi, 3G, LTE), natomiast na drugim smartfonie mamy odbiór sygnału i sterowanie pierwszym urządzeniem tj. włączanie/wyłączenie nagrywania, włączenie/wyłączenie czujnika ruchu, włączenie/wyłączenie podświetlenia wbudowanej diody LED, wybór kamery przód/tył, itd. Podłączając smartfon do powerbanka i do sieci będziemy mieli kontrolę nad naszym domostwem nawet gdy, nie będzie prądu.


Sejf. Źródło: pixabay.com
Aby zwiększyć bezpieczeństwo naszych kosztowności możemy zainwestować w sejf. W zależności od wielkości i odporności na włamanie za sejf zapłacimy od około 150 zł do kilku tysięcy. Sejf zazwyczaj jest montowany do stałych elementów konstrukcyjnych budynku (ściana, podłoga) przy pomocy kotew rozporowych, które mają utrudnić jego kradzież. Możemy także pokusić się do wmurowania sejfu w ścianę czy przyspawania go go zbrojenia znajdującego się w ścianie lub podłodze.
Mały sejf łatwiej ukryć gdzieś w mieszkaniu niż duży, ale mniejszy łatwiej ukraść, bo kiedy się go znajdzie wystarczy go wyrwać z kotew, schować do torby i uciec. Duży sejf już jest dla złodzieja problemem, gdyż pomimo zakotwiczenia do stałych elementów budynku może ważyć kilkadziesiąt kilogramów (w zależności od gabarytów). To skutecznie utrudnia jego zabór, więc prawdopodobnie złodziej będzie próbował go otworzyć na miejscu robiąc przy tym dużo hałasu. Jeżeli postanowimy nabyć jakiś sejf najpierw powinniśmy się zorientować jaki sejf będzie dla nas najlepszy zaglądając na stronę Instytutu Mechaniki Precyzyjnej.

Pomimo wszystkich wcześniej opisanych zabezpieczeń najlepszym sposobem na zabezpieczenie swojego domostwa jest niezwracanie na siebie uwagi. Jeżeli nie będziemy się za bardzo wyróżniali i chwalili się swoimi nowymi sprzętami i grubością portfela jest szansa, że nie sprowokujemy żadnych problemów ze strony włamywaczy.
Wtop się w tło.
Źródło: pixabay.com

Czytaj dalej »

Haix High Liability.


Haix High Liabiality.
Haix High Liability. Źródło: Kraver.

Opinię o tych butach podesłał mój fantastyczny kumpel Kraver. Niestety tekst trochę czekał na publikację bo szczerze powiedziawszy trochę o nim zapomniałem. Teraz to nadrabiam.

No i stało się. Nie dalej jak miesiąc temu wykończyłem kolejną parę butów. Nie było to może uszkodzenie stuprocentowe, bo po 20 km w upale i dużej wilgotności (szedłem brzegiem rzeki przy ponad 30 stopniach w cieniu) odkleiła się skóra od podeszwy, niemniej stanąłem przed problemem w czym mam teraz chodzić. Sezon grzybowy za pasem, temperatury spadły poniżej 20 stopni więc śmiało można chodzić na dłuższe marsze. Stare buty poszły do szewca na klejenie ale i tak postanowiłem uzupełnić stan. Najpierw pozbyłem się staruteńkich Wojasów i Magnumów (żegnajcie, było mi z wami naprawdę dobrze, ale już się kolejny raz nie pozwolicie połatać).


Zawsze przy poszukiwaniu butów mam sto dylematów i roztrząsam sprawę na sto i jeden sposobów. Tym razem postanowiłem pójść na żywioł i uderzyć w trochę lepszą półkę. Na cel wziąłem sobie Haixy.


buty Haix
Haix High Liability. Źródło: Kraver.

buty Haix
Haix High Liability. Źródło: Kraver.


Normalna cena tego modelu, za I gatunek to 800 zł. Tutaj były II gatunkowe a co za tym idzie poważnie przecenione. Zaryzykowałem i zamówiłem. Buty zamówiłem w Armyworld.pl. Zamówione w środę, wysłali w czwartek o 10.30 rano. W czwartek o godzinie 20.30 zapukał kurier. Szybko, szkoda, że nie zadzwonił że jedzie (miał to zaznaczone w opcjach) no i w mailu firma kurierska informowała mnie, że przesyłkę dostarczą dnia następnego. Nic to. Było, szybko, było sprawnie nie patrzmy na szczegóły. Jak mawiają na YT „Unboxing” wypadł ciekawie. Zdjęcia nie oddają ich wyglądu. To nie buty, to buciory niewiele mniejsze od narciarskich. Potężne, ogromne, ciężkie jak diabli trepy. Troszkę mi zrzedła mina. Zacząłem mierzenie – celowo wziąłem niemal numer większe, bo od pewnego czasu stosuje zasadę „palec luzu i dwie skarpety”. W butach czułem się początkowo dziwnie, kompletnie nie byłem do nich przekonany. Niemniej postanowiłem dać im szanse i testować je na poważnie w sobotnim marszu.
Plan był średni, bo stwierdziłem że tylko głupek (to ja!) może w nówkach buciorach iść dalej niż 6-7 km. Poszedłem i jakoś tak zeszło, że spyknęło 23 km. Warunki były genialne do testowania. Raz szedłem w upale, grzało jak diabli. Chwilę później przeszła burza, zlało mnie do cna. Potem znowu słońce a na koniec zaczęło wiać, że nie powiem pizgać, zrobiło się zimno i mgliście. Przeszedłem przez las, łąki, stary nasyp kolejowy, znowu las, przedarłem się przez bagno, skróciłem drogę przez ścierniska i znowu nasyp kolejowy i piaszczyste łachy nad rzeką. Chyba pełny przekrój terenu. Moje obserwacje:
1. Buty początkowo wydawały się sztywne i nieforemne. Każdy krok to ich dopasowanie. Z każdym metrem szło się wygodniej. Efekt wręcz magiczny.
2. Wyprofilowanie podeszwy jest genialne, lekko wygięta w przedniej części powoduje że stopa w marszu rozpędza się sama. Obcas jest wysoki i wypełniony warstwami amortyzującymi. Nawet moje 120 kg wagi plus 20 plecaka nie obciążyło mi stawów w marszu – bez dodatkowych wkładek to ewenement.
3. Nie poślizgnąłem się ani razu. Buty trzymają wszystkie powierzchnie jakby wydzielały od spodu super glue.
4. Nieprzemakalne jak gumofilce ze Stomilu.
5. Goretex i system wentylacji działają. Należy pamiętać żeby nie zasłonić otworów wlotowych powietrza w górnej części buta. Wystarczyło wywinąć na nie skarpetę lub opuścić nogawkę aby w bucie robiło się cieplej.
6. System anty słoneczny działa. Nie wierzyłem w niego ale działa. But się nie nagrzewa w pełnym słońcu, po prostu skóra nie robi się ciepła. Rewelacja.
7. System wiązania – to najlepszy patent jaki widziałem. Czwarte od dołu mocowanie/oczko na sznurówkę to zatrzask. Naciągając sznurówki powodujemy, że same blokują się w pożądanej pozycji. Można wiązać buty w dwupalcowych rękawicach.
8. Odporność skóry – krytyczne punkty są ogumowane ale sama skóra wytrzyma wiele. Ma grubość (wg producenta) od 2,4 do 2,6 mm i to się czuje. Wstawki goretexowe odprowadzające wodę na zewnątrz są niewielkie ale świetnej jakości. Zero problemów znanych z Magnumek – żadnego strzępienia/pękania nylonu.
9. Buty są ciężkie. Noga pracuje inaczej, początkowo mogą męczyć łydkę i udo ale przyzwyczaiłem się szybko. 
10. Błoto klei się i nie chce odpaść. Coś za coś. Albo antypoślizgowość albo łatwe usuwanie błota. Niestety klei się go sporo a to zwiększa ciężar jak diabli.
11. Po 23 km nie było ani jednego pęcherza, otarcia czy odciska (odcisku?). Nic nie bolało, a kolejnego dnia nogi nie były spuchnięte.

Butów używam od dwóch tygodni, przeszedłem w nich dobrze ponad setkę km. Ciągle się układają i dopasowują do stopy. W tej chwili są już niewiele mniej wygodne od rozchodzonych kapci i nie dzieje się z nimi nic złego.
Zalety:
  • Wykonanie !
  • Wodoodporność
  • Wygoda
  • System sznurowania
  • Prawdziwa membrana z prawdziwego goretexu
  • System anty słoneczny
  • Wytrzymałość
Wady:
  • Wyglądają jak narciarskie
  • Ciężkie
  • Błoto się klei i nie puszcza (trzeba puknąć w coś twardego)
  • Ceny nowych w I gatunku
Czy mogę je polecić ? Tak, bez wahania polecam. Niemiecka jakość i wykonanie plus świetne patenty i to się sprawdza. To są buciory, które zniosą wiele i można w nich pokonać potężne dystanse bez problemów ze stopami. Tutaj nic nie jest przypadkowe, nie ma zgrubień, uwierających szwów, źle wyprofilowanej cholewki. Wszystko ma swoje miejsce i najwyższą jakość. Co ważne – te buty układają się stricte pod nogę właściciela, kupowanie używanych nie ma sensu, będą wtedy źle spasowane.
Te buty powodują, że zmieniam politykę zakupową – od dzisiaj wolę inwestować w droższe ale markowe rzeczy dobrych producentów niż błądzić szukając tańszych alternatyw. HAIXy przekonały mnie do siebie.
Czytaj dalej »

Porównanie sprzętów do nawigacji.

nawigacja opinie
Endomondo.

Endomondo, krokomierz Samsung i lokalizator Bushnell - porównanie sprzętów.

Tekst od mojego serdecznego kumpla Kravera.

Od dość długiego czasu szukałem jakiejś formy nawigacji pomocnej w moich spacerach po lesie. Zbliżał się sezon grzybowy i chciałem się przygotować na scenariusz, w którym pójdę szukać grzybów i nie będę musiał zwracać uwagi na orientacje w terenie, a poświęcę swoje już niezbyt bystre oczy wypatrywaniu borowików i prawdziwków.
Początkowo dostałem od żony do testowania tablet Samsunga z zainstalowanym Endomondo. Wszyscy znajomi zachwalali je jako świetne narzędzie do łażenia po lasach i biegania, intuicyjne, sprytne i niewymagające (no i darmowe). Oto kilka moich spostrzeżeń, dodam, że czysto subiektywnych:

1. Endomondo. Jeśli jesteś biegaczem, outdoorowcem parkowym (chodzącym po parku), rowerzystą a bezdroża dla Ciebie to kilka polnych dróg za miastem to Endomomdo będzie znakomitym wyborem. Pokaże drogę, policzy kalorie, pozwoli wrzucić zapis trasy na "fejsa", seksownym głosikiem (niestety po angielsku) zmotywuje do wysiłku.

Tyle tylko, że:
Apka nabija niestworzone ilości kilometrów, gdy kiepsko namierza sygnały GPS (może to wina mojego tableta – koreańskiego badziewia). W efekcie możemy się dowiedzieć, że w ciągu trzech godzin „pyknęliśmy” bagatela 28 km ze średnią prędkością niezłego rowerzysty. Wzbudza to dosłownie euforię (Yea! Kozak jestem, urodzony komandos!) jednak po zbliżeniu mapki w goglach widzimy fantazyjne zawijasy, którymi apka łączy punkty gdzie namierzył nas GPS. Po powiększeniu jednej takiej mapy stwierdziłem że w kilku miejscach krążyłem w kółko jak pijany bóbr, a w kilku innych leciałem zygzakiem jakbym wkurzał snajperów. Pamięć podpowiadała mi co prawda że szedłem wtedy wzdłuż rzeki i nie mógłbym fizycznie tak kluczyć ale co tam – gogle map wraz z endomondo wiedzą lepiej. Nadmienię, że kombinacje w ustawieniach aplikacji nic nie dały – zleciłem to mądrzejszym od siebie, którzy trzykrotnie gremialnie poświęcili po kilka godzin na podrasowanie i ustawienie mojego sprzętu i… niczego nie zmienili. Koniec końców zwalili to na „g…niany tablet” i „a po co łazisz po takich krzakach”.
Endomondo pokazywało mi też ile spaliłem kalorii, fest osiągnięcie, zwłaszcza, że nie podałem nigdzie swojego wieku, wagi, nie zmierzyło mi pulsu - a to wszystko bardzo istotnie wpływa na spalanie kalorii. Mapka w google – temat rzeka. Google zarządzają chyba nerdzi w czapeczkach, którzy nie rozumieją, że piesza podróż umożliwia przemieszczanie się poza bitymi drogami. Wg nich tak się nie chodzi, jedynie drogami bitymi o statusie dróg gminnych/powiatowych/krajowych. 

Namierzanie miejsca – kilka razy stojąc na wzgórzu np. na północ od Słupska byłem informowany, że jestem na południe, koło Miastka. Albo, że moja lokacja to miejscowość odległa na mapie o kilka kilometrów. Krótko mówiąc, życia bym temu urządzeniu nie powierzył. 
Zasięg – GPS gubił się notorycznie, a kiedy zgubił się sygnał telefonu, Endzio głupiało (fajne wykresy potem rysowało na mapach, takie jakby pentagramy czy coś). Dla usprawiedliwienia najpopularniejszej aplikacji „sportowej” w kraju nadmienię tylko, że faktycznie poruszałem się w terenie rzecznych dolin i głębokich lasów, gdzie zasięg na komórce rzadko przekraczał jedną kreskę. 
Podsumujmy – jesteś fanem joggingu, biegającym po promenadzie – Endomondo jest dla Ciebie. Wchodzisz do lasu, gdzie się gubi zasięg komórki – wywal ją razem z Endzio, oszczędzisz nerwów i stresu.
2. Krokomierz Samsunga – urządzenie tak proste w swojej idei, że aż genialne – mierzy ilość kroczków, przemnaża przez pewne parametry i podaj ilość km. Krokomierz był dużo dokładniejszy od tabletu z Endomondo (oczywiście w pomiarze odległości). Początkowo, nie ufałem mu gdyż uważałem że zawyżał ale po pewnym czasie odkryłem, że kroki nie są naliczane gdy:
  • ruszamy z miejsca po zatrzymaniu (kilkanaście kroków odpuszcza)
  • gdy skradamy się bądź wyraźnie zwalniamy
  • gdy przedzieramy się przez krzaki/zarośla/zagajniki
W efekcie nie można przekładać wyników krokomierza 1 do 1 (ilość kroków do ich długości), krokomierz podaje swoje wartości, które są bliższe prawdy (przeliczenia statystyczne).
Podsumowując – niezłe, prymitywne urządzenie, funkcjonujące zawsze i wszędzie. Tyle, że liczy tylko odległość a nie trasę czy pozycję.

P.S. Zachodziłem swój krokomierz – ewidentnie coś w nim padło, za jakiś czas kupię i przetestuję podobne urządzenie produkcji Silvy – ponoć znakomite w swojej klasie i za przystępne pieniądze.

3. Lokalizator Bushnell BackTrack – dość droga zabawka (cena ok. 430 zł u producenta), które… jest w stu procentach warte swojej ceny. Prymitywna, siermiężna obudowa, kryje kilka świetnych opcji:
Elektroniczny kompas – całkiem niezły choć wymagający skalibrowania po włączeniu co
przypomina rytualny taniec deszczu (wraz z dokładnym namierzaniem położenia – dobre dla bawiących się w geocaching).

Termometr (wiemy, że jest ciepło lub zimno nie tylko na podstawie swojego potu).
Licznik trasy – mierzy długość przebytej trasy, średnią prędkość itp. – to jest prawdziwy KAT, bezlitośnie pokazuje, ile przebyliśmy na podstawie GPS-u nie dolicza nawet metra (idąc prosto). W efekcie wpadamy w kompleksy, zwłaszcza jeśli przerzucamy się na niego z Endomondo. Rozbieżności między pomiarem trasy na Endziu i Bushnellu wynosiły prawie 100% (5km na Bushu i 9,8 na Endziu) Terenem próby była bagnista dolinka w lasach dorzecza Słupi o słabym zasięgu zarówno GPS jak i telefonii komórkowej.
namierzanie zapamiętanego celu – genialna opcja, samo sedno Back tracka – wychodzisz z samochodu, zapamiętujesz punkt jednym przyciskiem i nawet po wyłączeniu i ponownym włączeniu Backtracka widzisz strzałkę pokazującą gdzie iść i ile zostało w linii prostej. Cud, miód, orzeszki i liofilizowany kurczak. W moim modelu takich punktów mogę zapamiętać 5. Dla mnie wystarczy.
Po ściągnięciu darmowej aplikacji na PC, możemy odtwarzać zapis naszych tras, nakładając je na mapy google. Niby nic a cieszy. Szybko, prosto i funkcjonalnie. Co ważne, wtedy można na google map wyznaczyć trasę przez lasy i pola (czyli da się jednak).

Wady – nie możesz wrzucić swoich osiągnięć do sieci, żeby się lansować (dla mnie to zaleta akurat, nie chodzę po to żeby błyszczeć przebytą trasą). Zresztą, przy wynikach z Bushnella byle lama z Endomondo będzie od Ciebie szybsza i twardsza. Bushnell słabo przelicza kręcenie się po lesie za grzybami (widać po powiększeniu obrazu trasy na kompie) i czasami zaniża przebyta odległość (ale nieznacznie).
Osobiście ze wszystkich środków kontroli trasy polecam… dobrą mapę i kompas. Będą najlepsze. Jeśli jednak chcecie ułatwić sobie życie i mierzyć przebyte odległości tudzież wiedzieć gdzie jest postawiona na parkingu bryka to kombinacja Bushnell i krokomierz zdziałają cuda. Endomondo zostawcie uprawiającym jogging i nordic walking, im wystarczy.
Czytaj dalej »

Kuchenka DIY.

Kuchenka DIY, czyli jak zrobić kuchenkę z puszek.

Czasami w życiu mogą się zdarzyć sytuacje kiedy nie będziemy dostatecznie przygotowani na sytuacje kryzysowe. Może się zdarzyć, że w czasie wędrówki nasz sprzęt zostanie uszkodzony lub zagubiony.
W takich momentach może przyjść nam z pomocą podstawowa wiedza i odrobina zdolności manualnych. Dlatego warto dowiedzieć się  jak można zrobić coś pożytecznego z przedmiotów pozornie niepotrzebnych. Jedną z takich przydatnych umiejętności jest budowa palnika na paliwo w płynie, który pozwoli nam się ogrzać, zagotować wodę czy przygotować strawę (pod warunkiem, że mamy do niego paliwo).
Budowa palnika na paliwo płynne nie jest skomplikowanym zajęciem i nie wymagająca wielu nakładów pracy czy skomplikowanych narzędzi. Wystarczy, że będziemy w posiadaniu noża i znajdziemy gdzieś dwie identycznej średnicy puszki po piwie lub po jakimkolwiek napoju (wszędzie ich pełno, nawet w lesie).
Kiedy mamy dwie puszki wystarczy odciąć od nich dna na jednakowej wysokości (ok 3 cm), brzegi jednej części zagniatamy do środka w taki sposób aby drugą część można było na nią wsunąć. Po połączeniu dwóch części w górnej robimy dookoła puszki otwory i jeden na samym środku. Otwory możemy zrobić przy pomocy końcówki ostrza noża, gwoździem czy szpikulcem. Następnie przez otwór zrobiony na środku puszki wlewamy paliwo i zakrywamy go np. monetą. Następnie wlewamy paliwo w zagłębienie puszki (tam gdzie się znajduje moneta) i podpalamy. Płonące w zagłębieniu puszki paliwo podgrzewa całość, a to powoduje parowanie paliwa nalanego do wnętrza puszki i zapłon jego oparów.

Jako paliwo do palnika możemy użyć benzyny, rozpuszczalników, czy spirytusu. Wg mnie najlepszym paliwem do tego typu palników jest spirytus, ponieważ podczas spalania nie powstaje czarny, gęsty dym. Oczywiście spirytus rektyfikowany jest zbyt drogi żeby używać go do spalenia, ale równie dobrze sprawdzi się tańszy spirytus salicylowy czy denaturat.

palnik DIY
Przygotowany materiał na kuchenkę.
palnik spirytusowy
Oznaczenie pisakiem miejsce cięcia.
palnik DIY
Przygotowane denka puszek.
palnik DIY
Ścianki jednej części zaginamy do środka aby łatwiej się elementy składały.
palnik DIY

palnik spirytusowy
Płonące w zagłębieniu puszki paliwo.
palnik DIY
Prawidłowo rozpalony palnik.

Czytaj dalej »

Toporek Mil-Tec.

Przerwa na herbatkę.
UWAGA: Lokowanie produktu ;-)

Toporek Mil-Tec - moja opinia.


Jakiś czas temu pomyślałem, że przydałaby mi się jakaś siekiera albo toporek. Po krótkim namyśle stwierdziłem, że siekiera jednak dla mnie nie jest odpowiednia, ale za bardzo nie wiedziałem jaki toporek wybrać. Sprawa wydawała tak, że nie chciałem żadnych wymyślnych markowych gratów, poza tym narzędzie miało być w rozsądnej cenie (do 50 zł). Pierwotnie miałem zamiar kupić toporek strażacki ewentualnie jakiś taktyczny w niskiej cenie, jednak toporek Mil-Tec ostatecznie mnie urzekł i dlatego postanowiłem nabyć go drogą kupna.
Dlaczego?
Toporek Mil-Tec jest produkowany przez niemiecką firmę (specjalizującą się produkcją oraz dystrybucją produktów o charakterze militarnym) i jest wzorowany na toporku Klauenbeil produkowanym na potrzeby Bundeswerhy. Narzędzie waży 1 kilogram, ma obuch wykonany ze stali węglowej, osadzony na drewnianym 35-centymetrowym stylisku i zabezpieczony stalowym, okrągłym klinem. Dla niektórych oczywiście może to być wadą a nie zaletą, jednak dla mnie liczy się prostota wymiany po ewentualnym uszkodzeniu trzonka. Ponadto możemy zamontować dłuższy trzonek dzięki, któremu zyskamy większą siłę przydatną w pracy tym narzędziem.
Toporek poza ostrzem posiada z drugiej strony obucha głowicę młotka, przy którego pomocy można wbijać gwoździe, oraz pazur, dzięki któremu te gwoździe można wyciągać. Wyżej wymienione możliwości są przydatne przy różnych obozowych pracach, w domu, na działce itd.
Nie wszystkie toporki mają takie funkcje bo są przeznaczone do innych zadań. Przykładowo wspomniany wcześniej toporek strażacki jest zakończony ostrym trzpieniem podobnym do nadziaka, dzięki któremu strażacy mogą rozbijać, rozrywać, forsować zabezpieczenia w postaci skobli, kłódek itd. ale z mojego punktu widzenia te funkcje są mało przydatne.

Toporek szybko się ostrzy, jest poręczny i dobrze leży w dłoni. Po naostrzeniu bez problemu strugałem drewno uzyskując materiał na rozpałkę, batonowałem, rąbałem i jak już wspomniałem wbijałem i wyciągałem gwoździe.


Wild SlaV
Po struganiu i batonowaniu. 
Rąbanie.
Wbijanie i wyciąganie gwoździ.
Czytaj dalej »

Szczepić się, czy nie szczepić?

Szczepić się, czy nie szczepić?

Od pewnego czasu spotykam się na forach czy grupach(na FB) związanymi z tematem preppingu z wielkimi kłótniami na temat czy warto szczepić siebie i dzieci, czy nie szczepić? W stosunku do szczepionek nieobowiązkowych to oczywistym jest, że każdy ma wolny wybór, ale ta dowolność jest spowodowana tym, że są to szczepionki na mało groźne chorobowe szczepy. Sprawa się komplikuje przy szczepieniach obowiązkowych, bo duża część ludzi uważa, że nie powinno być szczepień, albo nie powinny być obowiązkowe.
Oczywiście wg zwolenników szczepionek powinno się szczepić, natomiast antyszczepionkowcy argumentują swój sprzeciw powikłaniami poszczepiennymi, toksycznym składem szczepionek, itp.
Wiele razy słyszałem, że szczepionki powodują autyzm (ten mit został obalony), że w swoim składzie mają ołów, rtęć, aluminium i resztę pierwiastków z tablicy Mendelejewa. Nawet jeżeli byłaby to i prawda, to robiąc przegląd wielkich epidemii i ogrom ich ofiar...

Ospa prawdziwa  – wirusowa choroba zakaźna o ostrym przebiegu wywoływana przez jedną z dwóch odmian wirusa ospy prawdziwej. Okres inkubacji trwa od 7 do 17 dni, średnio 13 dni. Chorobę cechuje śmiertelność u osób szczepionych około 3% (dla najczęściej spotykanej odmiany), a u nieszczepionych średnio 30% (istnieją postacie choroby o śmiertelności szacowanej na 95%). Ostatni przypadek ospy prawdziwej miał miejsce w 1978. Szczepienie jest skuteczne także po zakażeniu (do wystąpienia gorączki). - Źródło: Wikipedia.

Dziewczynka chora na ospę prawdziwą.
Dżuma (ok 200 mln zmarłych) - W przypadkach nieleczonych, na podstawie danych z różnych epidemii, śmiertelność z powodu postaci dymieniczej szacuje się na kilkanaście do nawet 80%
Nieleczona postać septyczna (posocznicowa) jak i płucna dżumy jest w 100% śmiertelna (śmierć w postaci płucnej następuje najczęściej w ciągu kilku dni, w postaci posocznicowej nawet w ciągu 48 godzin).
Prawidłowa i odpowiednio wcześnie rozpoczęta antybiotykoterapia pozwala obniżyć śmiertelność w postaci dymieniczej poniżej 5%, w postaci septycznej i płucnej poniżej 20% (pod warunkiem, że leczenie zostanie podjęte podczas pierwszej doby po wystąpieniu objawów choroby). Szczepionka przeciwko dżumie wywołuje odpowiedź immunologiczną i pozwala na stworzenie czynnej odporności swoistej w organizmie narażonym na działanie patogenu
. - Źródło: Wikipedia.
Martwica tkanek spowodowana dżumą. Źródło: Wikipedia.

Cholera – ostra i zaraźliwa choroba zakaźna przewodu pokarmowego, której przyczyną jest spożycie pokarmu lub wody skażonej Gram-ujemną bakterią – szczepami przecinkowca cholery produkującego enterotoksynę. Istnieje inaktywowana, doustna szczepionka przeciw cholerze o potwierdzonym profilu bezpieczeństwa, wysokim poziomie skuteczności i immunogenności. Źródło: Wikipedia.

Rysunek Śmierci przynoszącej cholerę, magazyn Le Petit Journal. Źródło: Wikipedia.

Tyfus - dur plamisty (łac. Typhus exanthematicus) – bakteryjna choroba zakaźna, przyczyna ciężkich epidemii i śmierci milionów ludzi. Tyfus przenoszą szczury, pchły i wszy. Do czasu wynalezienia antybiotyków jedyną skuteczną metodą walki z tyfusem plamistym była szczepionka przeciwtyfusowa. Źródło: Wikipedia.
Wysypka po durze plamistym. Źródło: Wikipedia.

Ktoś może powiedzieć, że "teraz tych chorób nie ma i nie ma się już czego obawiać", albo "jeżeli wszyscy są zaszczepieni to ja nie muszę szczepić swojego dziecka bo przecież nikt go nie zarazi" itp.

Niektóre choroby faktycznie już nie występują ale
 nie dlatego, że epidemia sama z siebie zanikła, tylko dlatego że została zatrzymana dzięki działaniom profilaktycznym m.in. przez szczepionki. Do tej pory zdarzają się na świecie zachorowania na poszczególne choroby (np. cholerę), które są zagrożeniem dla wielu istnień ludzkich. Dlatego jeżeli przestaniemy się szczepić jako społeczeństwo, to niektóre choroby z pewnością kiedyś powrócą. Przykładem tutaj może być Japonia, gdzie w latach 90 zniesiono obowiązek szczepień. W wyniku tych zaniechań przez kraj przelała się epidemia odry.
Właśnie dzięki szczepieniom osiągnięto duże sukcesy w eradykacji ospy prawdziwej, która przed wprowadzeniem szczepień zabijała co trzeciego mieszkańca ziemi.

Oczywiście trzeba mieć świadomość, że mogą się zdarzyć przypadki, powikłań czy nawet zgonów po zastosowaniu szczepionek ale są to marginalne incydenty. W porównaniu do milionów zmarłych na skutek epidemii to jest naprawdę bardzo niewiele. 

Rok 2010. Ok 300 tys ofiar cholery.
Na pewno byli szczęśliwi, że nie zagroził im autyzm.

Czytaj dalej »