Mikrowyprawa listopad 2017.

Listopadowe "keszowanie".

Jestem szczęśliwy bo w ubiegłą niedzielę udało mi się w wyskoczyć na dłuższy spacer po lesie. Ostatnio w plenerze byłem w marcu, więc 8 miesięcy temu. To trochę za długo jak dla mnie ale nie miałem jak się wyrwać.
Do lasu skoczyłem w znany mi rejon tj. na Wyspę Sobieszewską, gdzie od stosunkowo niedawna jest sporo skrzynek geocachingowych. Znalazłem ich 11, przeszedłem w sumie 7 km i zrobiłem sobie w plenerze obiad w postaci zupy partyzanckiej.
Na początku pogoda była sympatyczna, wyszło słoneczko i było całkiem przyjemnie. Niestety później aura się trochę pogorszyła, słońce schowało się za chmurami, a wraz ze zbliżaniem się do linii brzegowej wiatr był coraz bardziej dokuczliwy.






Po drodze zebrałem garść owoców dzikiej róży na herbatę.


Przez kilkaset metrów przedzierałem się przez krzaki dzikiej róży bo nie chciało mi się cofać i obchodzić dookoła.








Krajobraz widziany z wieży widokowej.
Krajobraz widziany z wieży widokowej.

Niestety w drodze powrotnej okazało się, że droga przy Wiśle jest zalewana przez fale, więc...

żeby nie wracać postanowiłem przejść tą przeszkodą na boso.

Gotowanie wody na herbatę i przygotowanie zupy partyzanckiej.

Warzenie zupy.
Warzenie zupy.
Zupa choć prosta była wyśmienita.
Początek i koniec mojej niedzielnej wycieczki.

Czytaj dalej »

Więcej ruchu.

Kondycja preppersa.

Chociaż z reguły nie oglądam reality show to kiedyś zrobiłem wyjątek i obejrzałem kilka odcinków jednego z zagranicznych takich "widowisk". W programie tym uczestnicy na początku odcinka byli poddawani próbie polegającej na ucieczce przed pozorowanym zagrożeniem np. pożarem budynku. Oczywiście nikt nie był w stanie wykonać zadania. Wszyscy mieli problemy z ucieczką w założonym czasie, albo nie potrafili sobie poradzić z różnymi przeszkodami. Po kilku tygodniach różnych ćwiczeń prowadzonych przez instruktorów zawodnicy byli ponownie poddani tej samej próbie co na początku. W drugiej próbie wszyscy gracze już byli w stanie uciec przed "zagrożeniem".

Chociaż przez większość swojego życia byłem "przy kości" (raz bardziej raz mniej) to jednak zawsze coś ćwiczyłem (np. rzut oszczepem, sztuki walki). Później z braku czasu na regularne treningi ćwiczyłem w domu hantlami, sztangą i ekspanderem. Niestety, te ćwiczenia słabo wpływały na kondycję i po pewnym czasie zauważyłem, że po pokonaniu kilkudziesięciu schodów zaczynam sapać jak parowóz. Wtedy postanowiłem coś z tym zrobić. Akurat trafiło się, że kolega Kraver podrzucił mi swój artykuł pod tytułem "Trening piechura" do publikacji na moim blogu i stwierdziłem, że to jest dobry moment żeby zacząć działać. Na początku stosowałem się do wskazówek Kravera jednak dość szybko okazało się, że potrzebuję jeszcze więcej ruchu, natomiast ograniczony czas nie pozwalał na ponad półtorej godzinne spacery trzy razy w tygodniu gdzieś po lesie. Zacząłem biegać.
Początki biegania były trudne. Więcej chodziłem i dystans 10 km przemierzałem przez ponad półtorej godziny. Jednak sukcesywnie zwiększam tempo i teraz już biegam cały dystans bez przechodzenia do marszu. Zajmuje mi to średnio ok 70 minut (mój rekord to niecałe 65 minut). Mam cel żeby przebiegać dystans 10 km poniżej 1h ale jeszcze muszę trochę potrenować żeby tak było.

Jakiś czas temu zauważyłem, że większość preppersów swoje przygotowania ogranicza do magazynowania wody, żywności i sprzętu, dlatego pisząc ten post nie chodziło mi o to żeby robić z siebie niedzielnego komandosa. Po prostu chcę wskazać jedną z dziedzin, która jest zazwyczaj zapominana przez preppersów, ale jest bardzo ważna z punktu widzenia przygotowań. Mało kto dba o swoją kondycję fizyczną, natomiast w razie potrzeby może trzeba będzie założyć swój plecak ucieczkowy czy posadzić dziecko "na barana" i iść kilka kilometrów w bezpieczne miejsce. Niestety, żeby to zrobić trzeba mieć minimum kondycji. 
Czytaj dalej »

CB-PREPPERS.

Od wczoraj działa kanał łączności CB-PREPPERS! 
Kanał ten jest alternatywą dla krótkofalówek, CB-radio, radiotelefonów PMR i został stworzony do łączności pomiędzy preppersami oddalonymi od siebie wiele kilometrów. Łączność przy użyciu tego kanału jest ograniczona tylko do możliwości zasięgu internetu, tj. stacje bazowe GSM(BTS), wi-fi czy długości kabla.

Aby porozmawiać na kanale CB-PREPPERS musisz posiadać komputer lub smartfon z zainstalowanym programem Zello (do pobrania na stronie Zello lub na stronie play google), zarejestrować się w programie Zello i dołączyć do kanału CB-PREPPERS (hasło dostępu - poprostuprzezyj).

Nadawanie wiadomości działa na zasadzie "naciśnij i mów", czyli wciskamy przycisk i mówimy, po czym puszczamy przycisk i czekamy na odpowiedź. Kiedy nie zrozumieliśmy informacji możemy odsłuchać ostatnią wiadomość. Program pozwala także na odsłuchanie rozmów zapisanych w historii.




Oczywiście mam świadomość, że nie jest to idealny środek łączności na wypadek wojny, czy długotrwałego braku prądu ale póki co możemy się słyszeć pomimo dużych odległości i braku drogiego specjalistycznego sprzętu.
Czytaj dalej »

Buty taktyczne BATES 2260 opinia.

Buty taktyczne BATES

Buty taktyczne BATES 2260 - opinia Kravera.

Kilka tygodni temu rozpadła mi się znienacka para nowych Magnumów Classiców i stanąłem przed widmem, że albo wydam znowu pieniądze albo zrobię sandały z opony. Wiadomo – do lasu muszą być skarpety a sandały i skarpety nie chodzą w parze, więc postanowiłem zubożyć portfel i kupić coś nowego. Po długich wewnętrznych bojach i wydrenowaniu portfela do podszewki postanowiłem tym razem zakupić Bates’y . Teraz, kiedy już je trochę „przechodziłem” (zrobiłem w nich ponad 130 km) mogę coś napisać.

1. Rozmiarówka – jest zupełnie inna niż w używanych przeze mnie Wojasach i Magnumach. Tam gdzie normalnie kupowałem rozmiar 44 lub 44,5 w amerykańskich Batesach musiałem wziąć 43 – ewidentnie trzeba więc butów szukać po długości wkładki.

2. Pierwsze wrażenie – po otwarciu pudła do ręki wziąłem naprawdę surowe trepy.
Twarde, sztywne ale co dziwne wyjątkowo lekkie. Batesy są lżejsze od Magnumów a nawet trochę od trekkingowych Wojasów. Tyle, że wyjątkowo sztywne.

3. Wykonanie – uchybień nie znalazłem żadnych – jedyne co mnie zadziwiło to wyjątkowo cienka membrana wewnętrzna. Membrana w Magnumkach była miękka, dość gruba, niemal pluszowa w Batesach cieniusieńka jak ircha. Szycie butów absolutnie topowe, dokładne, równe. Klejenie również bardzo ok. Kolejnym zgrzytem były sznurówki – cienkie, śliskie i dość krótkie – ewidentnie potrzebne były zamienniki. Największą wada jest jednak język buta – zwykły a nie wszywany w formie miecha. Dla mnie to dziwactwo, język-miech to już raczej norma w butach taktycznych a tu taka niespodzianka. Podeszwa twarda i dająca pewne podłoże pod stopę, brakuje systemu absorbowania wstrząsów.


4. Po założeniu na stopę zrozumiałem dwie rzeczy – po pierwsze muszę zmiękczyć skórzane części a po drugie będę potrzebował grubych skarpet. Bardzo grubych.

Buty testowałem na dość długich trasach, średnio po 10 km jednorazowo i w naprawdę ciężkim terenie (głównie bagna, gęste poszycie leśne, krzaki, kolczaste zarośla oraz dużo błota).

Zalety:

- rewelacyjnie trzymają stopę – mam wrażenie, że nogi w nich skręcić nie można,
- są naprawdę lekkie – a to ma znaczenie przy dłuższych marszach (ćwiczyłem nawet w nich kopanie i walkę, sprawdziły się nieźle),
- nieprzemakalne w mokrej trawie i płytkiej (do 5cm) wodzie,
- niezniszczalne – te buty wytrzymają wszystko, po męczeniu ich włącznie z przejściem 10 km w całkowicie przemoczonych nie było śladu rozklejenia, pękania szwów czy prucia się nylonu,
- łatwe w czyszczeniu – nylon nie chłonie brudu i łatwo się doczyszcza
- podeszwa ładnie się pozbywa błota – chwila marszu po twardym i but jest czyściutki od spodu. 
Nadal wygląda jak nowa (zero starcia).

Wady:
- zbyt twarde – bez wkładki wstrząsoodpornej dają popalić stawom po długim marszu
- nie wszyty język – głębsza woda i mamy stopy mokre
- zapiętek jest ze zbyt twardej skóry – nie zmiękcza się pod wpływem tłuszczu ani olejów do butów,
- żenujące sznurówki – buty w cenie ok. 350 zł mogłyby mieć sznurówki poważnej jakości a nie te cieniutkie i śliskie frędzelki dodane firmowo.

Obserwacje.
Nogi leczyłem dwukrotnie przez czas testowania buciorów, za każdym razem zawodziły okolice ścięgna Achillesa, które obcierały się niemiłosiernie. To ewidentna wina dwóch rzeczy, po pierwsze cienka membrana nie chroni przed wszytym, skórzanym paskiem usztywniającym i w efekcie delikatne zgrubienie po dłuższym marszu ociera naskórek. Po drugie skóra zapiętka jest zbyt twarda i sztywna – nawet minimalnie nie poddaje się zmiękczeniu i „wspomaga” ocieranie skóry.
Bez dobrej wkładki można zapomnieć o dłuższych marszrutach – wstrząs na stopę jest zbyt mocny. Meczą się pięty i śródstopie. Koniecznie trzeba wymienić sznurówki. But nieprzemakalny ale zatapialny – wyższa woda i mokro niemniej kałuże i niskie błoto można pokonywać bez problemów. Najbardziej mi się podobała lekkość butów – pojedynczy waży poniżej pół kilograma, niemal nie czuć go na stopie. Kilka razy mocne sznurowanie uratowało mi stopę przed wręcz ukręceniem jej w kostce. Tutaj Batesy stanowią niedościgniony wzór dla butów innych marek .

Wnioski.
Gdybym miał czysto hipotetycznie wybrać buty z trzech marek których używałem (tj. Magnumy, Wojasy i Batesy) to niestety Batesy byłyby na końcu stawki. Wynika to z tego, że moje „przebiegi” statystycznie wynoszą ponad 10 km a wtedy czuje się różnice w szczegółach. Najwygodniejsze są skórzane Wojasy ale tracą na przemakalności. Magnumy są trochę mniej wygodne ale za to mogę w nich brodzić w strumieniu.

Tyle, że to są rozważania, „gdybania”, ponieważ mimo że w Magnumach lepiej się chodzi to ostatnia para rozerwała się na łączeniach nylonu z listwą sznurowania i w efekcie buty straciły całą swoją wodoodporność. Tam więc dyskwalifikacja. Batesy są niezniszczalne ale to po prostu nowoczesne trepy – twarde, sztywne i niezbyt wygodne i bez zarzutu do wytrzymałości wykonania. Możliwe, że uda mi się dopasować je do stóp wkładkami i będę mógł maszerować dłuższe dystanse (nie omieszkam poinformować o tym).

Czy można je polecić ?
Można, jeśli nie pokonujecie długich tras a szukacie lekkich i mocnych butów to Batesy będą świetnym rozwiązaniem. Można w nich biegać, skakać, walczyć a nawet spać. Są lekkie, twarde i podejrzewam, że przez kilka lat się nie rozpadną. Jeśli jednak, tak jak ja, lubicie długie wyprawy i buty muszą być wygodne i przyjazne dla stóp – zainwestujcie w coś w innego.


Kraver.
Czytaj dalej »

Trening piechura.

Preppersi

Trening piechura wg Kravera.


Chciałbym tutaj zaproponować nowy, inny system fizycznego przygotowania się do wysiłku. Ta metoda jest skierowana do tych, którzy pierwszy raz postanowią na poważnie wziąć się za siebie (choć myślę, że i weteranów będę mógł twórczo zapłodnić – myślą oczywiście).

1. Stan faktyczny – nie czarujcie się, jesteście słabi i nie wytrenowani. Wysiłek fizyczny to dla was zakupy z rodziną lub umycie samochodu. Nawet jeśli wyprowadzacie kilka razy dziennie psa to wasza kondycja leży (przed telewizorem głównie). Zacząć więc trzeba od szczerej samokrytyki i silnego postanowienia – nie poprawy ale drastycznych zmian.

2. Zaczynamy od zwykłych spacerów. Polecam te z psem, każdy rodzinny sierściuch kocha chodzić i jeśli raz go rozruszacie będzie dodatkowym bodźcem żądającym ruchu przez cały dzień. Pierwsze kroki to skromna odległość 3km marszu. Macie na to maksymalnie godzinę. Taki spacer wykonujemy codziennie w dowolnej porze.

3. Po około 3 tygodniach nasze nogi powinny się zahartować już w pewnym stopniu, więc znacząco utrudniamy zabawę. Zwiększamy ilość km do 5, dbając równocześnie o właściwe tempo (początkowo ustalmy granicę godzina i 20 minut ale docelowo schodzimy do maksymalnie godziny). Osiągnięcie tempa marszu 5 km/godzinę to proces dość długotrwały jeśli nie macie marszowej rutyny. Trzeba być cierpliwym i konsekwentnym. Dwie ważne sprawy – po pierwsze nie maszerujemy co dziennie (trzeba wyczuć, kiedy nasz organizm się przemęcza, niemniej po 2-3 dniach marszów należy jeden dzień odpocząć, albo maszerować po prostu co drugi dzień) oraz musimy zacząć inwestować we właściwy strój. Podstawa to buty – każdy „fachowiec” będzie miał własną wizję tego w czym chodzić. Ja mam taką radę – jeśli chodzicie bo leśnych duktach, lasach, terenie – kupcie wysoko wiązane buty – trekkingi, trapery, taktyczne. Wysokie i mocne sznurowanie ocaliło moją nogę już kilkadziesiąt razy. Wystarczy niewielkie zagłębienie zamaskowane liśćmi, korzeń lub kałuża żeby ukrócić naszą żądzę ruchu na kilka miesięcy. Kolejnym wydatkiem będą spodnie – osobiście chodzę zawsze w taktycznych bojówkach różnych maści i typów – w zimie używam splotu nyco twill a latem rip stopu, który jest bardziej przewiewny. Luźne ubrania są ciepłe zimą i chłodne latem aczkolwiek mniej bajeranckie niż wypasione trykoty biegaczy. Góra stroju – jak kto woli, jednak trzeba pamiętać, że przy szybkim marszu znacznie się pocimy – więc nie od rzeczy będzie kilka warstw ubrania. Pamiętajcie o ochronie głowy. Czapka, chusta buff, opaska.

4. Minęło pół roku. Cztery razy w tygodniu „pykacie” swoją piątkę i wracacie do domu mając jeszcze zapas sił. Czas na wyzwanie. Jeden z wolnych dni poświęcamy na coś więcej niż spacerek. Sobota czy niedziela, będzie naszym dniem próby. Tego dnia robimy marsz, który potrwa 3 godziny. Teoretycznie będzie to więc 15 km a praktycznie, ważne żebyśmy minęli barierę 10 km jednorazowo. Pamiętamy, że przy tej długości marszach trzeba mieć z sobą zapas wody oraz coś kalorycznego do zjedzenia. Trzy godziny ostrego marszu to potężny wydatek kaloryczny i solidne obciążenie nóg. Bez dobrych, rozchodzonych butów zrobicie sobie krzywdę. Pęcherze, odciski, bóle stawów skokowych, kolan i pięt – to się zdarza. Trzeba dobrze dobierać tempo, odległość i częstotliwość marszów, żeby się nie zaorać tylko spokojnie zahartować.

5. Minął rok lub półtora – miesięcznie pokonujecie około 100-120 km. Nogi się wzmocniły, oddech się nie rwie, fajki rzuciliście już dawno temu (palący piechur – pocieszny widok).

Rodzina ma was za czuba i zazdrości utraty wagi i wyników badań krwi. Powoli pojawia się niedosyt. Co zrobić, żeby znowu podnieść poprzeczkę ? Można zacząć biegać, można dołożyć w wole dni siłownie lub rower. Nie polecam tego. Nogi regenerują się wolno, obciążanie ich więcej niż 3-4 razy w tygodniu może się zemścić po pewnym czasie. Zresztą, dla preppersa są lepsze sposoby na morderczy trening. Musicie kupić plecak. Nie jakiś wypasiony, ogromny ale taki taktyczny o pojemności 25-40 litrów. Zakupiony plecak wypełniacie butelkami z mineralną. Dlaczego akurat woda ? Bo zawsze można ją bez strachu wylać, gdyby było za ciężko a poza tym, w pierwszych etapach zużyjecie jej dużo więcej niż przed zabraniem plecaka na spacery. Dociążacie swojego garba na jakieś 10 kg i próbujecie utrzymać poprzednie wyniki marszowe. Wiem, że się nie udało. Nie miało prawa się udać. Wiem, że bolą plecy, ramiona, barki. Znam też pojawiające się strupy i otarcia na nerkach – syndromy piechura. Kiedy pierwszy raz zacząłem chodzić z plecakiem moje tempo z 5 km/h spadło do 3,5. Dopiero potem stopniowo zacząłem nadrabiać wyniki – dojście do 5,5 km/h zajęło mi ponad rok. Stopniowe dociążanie plecaka jest dobrym regulatorem intensywności – macie mało czasu na marsz – dorzućcie kilogramów i narzućcie lepsze tempo. Idziecie dalej – odciążcie bagaż. W waszym plecaku powinny się znaleźć rzeczy do jedzenia, wodoodporne poncho i kilka innych dupereli (jak najcięższych, a co!).

6. Nadszedł ostatni etap – rodzina przywykła, że w niedzielę jedzie do Reala sama, żona/mąż sami pytają „idziesz dzisiaj na spacer? bo mam brydża/masaż/plotki umówione” a pod choinkę będą nowe Haixy trekkingowe albo wypasiona manierka z autografem Beara Gryllsa. Deszcz nie jest już przeszkodą tylko wkurzającym utrudnieniem, idąc z rodziną wyprzedzacie ich na deptaku o dziesięć długości (za wolno łażą, co za pokolenie) a zamiast szukać w sieci przecen piwa szperacie za kompasami, mapami, gps-ami, kurtkami i spodniami z setką kieszeni i szybkoschnącym materiałem.
Jeśli doszliście do tego momentu treningu – gratuluje, jesteście już zarażeni ruchem w stylu kamikadze – nikt was nie rozumie, ludzie widzą w was oszołoma a tygodniowa przerwa w ruchu wyzwala w Was furię – tylko na forum preppersów znajdziecie podobnych do Was dekli, więc zapraszamy.

Z plecakiem chodzę od dwóch lat – właśnie muszę go wymienić na nowy, staruszek przetrwał ponad 2 tys. km, zrósł się ze mną tak, że nie czuję go chodząc. Średnia waga jaką stosuje to 10-15 kg. Raz w miesiącu dociążam go do 25 kg i pokonuję jak najszybciej 10 km. Kończąc krótsze marsze w dni powszednie ok. 2 km pokonuję biegnąc ciężkim truchtem. Chodzę wyłącznie po nieutwardzonych trasach (lasy) i wyłącznie w wysokim obuwiu. I tak, jestem uzależniony. Niemniej swój nałóg polecam każdemu. A gdyby, odpukać, miało dojść co do czego, gdyby nasz świat miał się zawalić i mielibyśmy wrócić do transportu „chodzonego” – wiem, że dojdę tam gdzie trzeba i jeszcze sporo sprzętu z sobą wezmę na własnych plecach.

Kraver.
Czytaj dalej »

Tyndalizacja żywności.

tyndalizacja
Tyndalizacja.

Tyndalizacja żywności.


Tyndalizacja jest jedną z najbardziej skutecznych metod konserwacji żywności. Jednak żeby można było mówić o tyndalizacji trzeba koniecznie wspomnieć o pasteryzacji, ponieważ tyndalizacja to nic innego jak kilkukrotne pasteryzowanie.

Pasteryzacja to technika konserwacji, która niszczy drobnoustroje chorobotwórcze za pomocą podgrzewania do ok 
90-100°C przetworów zamkniętych w hermetycznym pojemniku odpornym na wysokie temperatury takie jak szklane butelki czy słoiki. Pasteryzacja niszczy bakterie ale z ich przetrwalnikami już sobie nie radzi, dlatego aby się ich pozbyć musimy przeprowadzić tyndalizację.

Tyndalizacja to trzykrotna pasteryzacja przeprowadzona co 24 godziny. Ponieważ po pasteryzacji bakterie zostają unieszkodliwione to niestety ich formy przetrwalnikowe pozostaną. Dlatego po pierwszej pasteryzacji musimy odczekać 24 godziny aby dopuścić do tego aby bakterie z formy przetrwalnikowej przeszły w stan wegetatywny, a następnie je unicestwić drugą pasteryzacją. Trzecia pasteryzacja zabija ewentualnie opóźnione bakterie, które rozwinęły się ze stanu przetrwalnikowego do stanu wegetatywnego po drugiej pasteryzacji.

Tyndalizacja przedłuża okres przydatności do spożycia nawet do kilku lat przy zachowaniu smaku żywności.
Czytaj dalej »

Recenzja książki "Preppersi, przygotowani do przetrwania".

preppersi
Preppersi, przygotowani do przetrwania.

Recenzja książki "Preppersi, przygotowani do przetrwania".

Pomimo, że mam niewielki wkład w powstanie tej książki, postanowiłem zamieścić krótką opinię na temat treści oraz ogólnego odbioru w czytaniu. Chciałbym również zweryfikować założenia czytelników, którzy spodziewają się, że dostaną do rąk poradnik. Ta pozycja poradnikiem nie jest.
Preppesi... jest książka, mówiąca o tym kim są preppersi, dlaczego się przygotowują i jak to robią(w małym zakresie). Ta publikacja jest bardziej dla ludzi, którzy chcą się czegoś dowiedzieć o samych preppersach a nie dla tych, którzy chcą zgłębiać wiedzę o samym przetrwaniu. O dziwo książka ta nie przedstawia nas preppersów, jako świrów czekających w schronach na koniec świata, kisiel z kosmosu czy atak zombiaków. Tylko po prostu traktuje nas jako ludzi pragmatycznych, nie bujających w obłokach.
Książka była napisana w formie wywiadów z różnymi osobami(między innymi ze mną), które są w pewien sposób związane z tematem preppingu i wskazują pewne kierunki działania aby się przygotować na różne sytuacje awaryjne. Oczywiście większość informacji zawartych w tej książce można znaleźć w internecie, ale to raczej oczywiste bo ja jako udzielający wywiadu opierałem się na własnej wiedzy i doświadczeniu, które opisuję właśnie tu na swoim blogu.

Książkę "Preppersi, przygotowani do przetrwania" można kupić między innymi w sklepie MUZA.
Czytaj dalej »

Podstawy preppingu. Cz. 3.

Preppersi
Preppersi.

Kolejna, ostatnia część podstaw preppingu wg Kravera.

Podstawy preppingu. Cz. 3 - Ewakuacja.


Zacznijmy od tego, co rozumiemy pod nazwą ewakuacji. Pierwsze i oczywiste skojarzenie to przemieszczenie się z jednego miejsca do drugiego, w bezpieczny, często skryty sposób. Ewakuacja jest nagła, gwałtowna i wiąże się z nią wiele zagrożeń. W tym przypadku jednak o ucieczce mówimy także w odniesieniu do sytuacji, kiedy nie uciekamy lecz także przygotowujemy schronienie w którym chcemy przetrwać do nadchodzących gwałtownych wydarzeń. To ujednolicenie jest niezbędne, ponieważ część preppersów planuje ewakuację do miejsc, w których będą mogli przetrwać a inni w takich miejscach już są i nie chcą ich opuszczać, dlatego też „ucieczką” nazwiemy ich przygotowania do odcięcia się od świata lub wejścia w tryb „bojowy”. Lepiej chyba nie umiem tego wyjaśnić.

Jednak po kolei.

Ewakuacja z przemieszczeniem:

1. Przygotowanie ewakuacji. Najważniejszym zagadnieniem jest to czy mamy dokąd uciekać. Paniczne podążanie za tłumem uchodźców, bez informacji, bez wiedzy, bez planu i bez celu to nie ewakuacja. To wyrok wydany na siebie i bliskich. Znamy wiele historycznych przykładów takich exodusów, które zapisały się w dziejach tylko liczbą ofiar i straszliwymi warunkami. Dlatego posiadanie miejsca dokąd możemy uciec jest kluczowe. Samowystarczalny domek na prowincji, stary dom po dziadku, schron wykopany na działce ale tez dom rodzinny na dalekiej wsi albo miejsce wspólnie przygotowane z przyjaciółmi. W taki cel podróży inwestujemy swój czas, energię i pieniądze, przygotowujemy je po to aby służyło nam jako wygodne i bezpieczne schronienie ale też oczywiście może stać się wspaniałym miejscem letniego odpoczynku z rodziną. Jedno drugiemu nie przeszkadza. Trzeba pamiętać o tym, że chcąc uciekać „do rodziny” warto zadbać o dobre z nią relacje. Pomóc w remoncie, wesprzeć finansowo, zwyczajnie dbać o inne osoby.

Kiedy już wiemy dokąd uciekniemy musimy wiedzieć jak. Znowu mamy tu do czynienia z paradoksem preppersów – nie wiemy co nas czeka a musimy się do tego przygotować. Najlepszym rozwiązaniem jest przygotowanie następujących wersji.
Ewakuacja samochodem – z wyznaczeniem co najmniej dwóch tras (drogami głównymi i gminnymi). Ucieczki środkami publicznego transportu (kolej, autobus), ucieczki środkami alternatywnymi rower, łódź, pieszo lub samochodem po drogach gruntowych. Współczesne drogi korkują się przy zwykłych wahadłach lub gołoledzi, co będzie gdy np. zapełnią się chorymi ludźmi w samochodach ? Ucieczka po drogach będzie niemożliwe (ryzyko zarażenia i korki), wtedy wybierzemy środki opcjonalne.
Nie należy się bać kilkuset kilometrowych odległości – wszystko jest do pokonania, zwłaszcza przy dobrym planowaniu, nawet pieszo. Potrafimy naprawdę wiele, kiedy będziemy zmuszeni do działania na rzecz dobra swoich bliskich. Zabezpieczenie trasy. Mamy cel, mamy wyznaczoną trasę. Teraz trzeba ją usprawnić do swoich potrzeb. Jeśli jest długa musimy poznać miejsca dobre do obozowania lub przenocowania. Możemy ukryć na trasie schowki z zapasami. Możemy poznać alternatywne drogi/objazdy np. przez leśną drogę używaną przez miejscowych. Może mamy po drodze kogoś znajomego (może nawet preppersa) który umożliwi nam nocleg/uzupełnienie zapasów? Wszystko trzeba rozważyć i przemyśleć.
Kolejnym punktem jest sama ewakuacja. Doszło do zagłady, nasze przygotowania procentują i mamy czas na ucieczkę (wersja bardzo optymistyczna). Co robić ? Nie czekać. W krytycznych chwilach nie ma demokracji i powoływania komisji sejmowych, dobra decyzja to ta podjęta pewnie i szybko i sprawnie wprowadzona w życie. Nie czekajcie aż stopnieją zapasy, aż zapchają się drogi wylotowe z miast, aż w kranach braknie wody a w sklepach jedzenia. Macie plan, przygotowaliście się do niego, więc nie wahajcie się. Nikt nie stworzy dla was lepszego planu w ciągu kilku godzin, skoro wy siedzieliście nad nim miesiącami. Teraz nie czas na płacze, żale i moralne rozterki, trzeba ruszać. 
Gdy dotrzemy do celu. Doszło do katastrofy, uciekliśmy i dzięki przygotowaniom dotarliśmy do celu. Co dalej ? Czeka nas dużo wytężonej pracy, trudnych decyzji i wyborów, stresów, nerwów i strachu. Z tym trzeba się pogodzić. Każda godzina się liczy, nie marnujmy jej na tryumfalne grille, na to przyjdzie czas później. Potrzebny będzie bezpieczny kontakt ze światem a więc droga radiowa, telefoniczna, środki masowego przekazu a jeśli ich braknie poczta pantoflowa, kontakty z sąsiadami a nawet obserwacje tego co się dzieje wokoło i wyciąganie wniosków. Nie przewidzimy tego co będzie, dostosowywać będziemy musieli się w trakcie.

2. Ucieczka jako pozostanie na miejscu. W tym przypadku posłużę się przykładem. Mamy samowystarczalne gospodarstwo/dom na wsi, w dużej odległości od innych, nasz świat dopadła właśnie plaga poważnej choroby zakaźnej, przenoszonej przez kontakty bezpośredni (wydzieliny ciała, ślina, krew). Teoretycznie szanse są niezłe – jest własna woda, zwierzęta, jest żywność. Jeśli dodamy do tego zapasy i przemyślany system ogrzewania i produkcji prądu to możemy żyć w miarę wygodnie, czekając na pomoc (o ile nadejdzie). Żeby jednak wszystko dobrze działało musimy „uciec” w opracowane wcześniej schematy zachowania. Najprostsze z nich w opisywanym przypadku to np. : zabezpieczenie dojazdu do posesji (drzewo zwalone w poprzek drogi działa choć utrudni też dojazd lekarzom), zabezpieczanie samej posesji (ciągłe warty, pilnowanie terenu i psy stróżujące), ciągły nasłuch radiowy (kanały CB i kanały służb), ustalone schematy postępowania z sąsiadami, obcymi, każdym kto może przenieść chorobę. Wyznaczenie miejsca do kwarantanny, zadbanie o ciepło, dobre pożywienie. Rzeczy do zrobienia jest mnóstwo, nie sposób ich choćby wymienić tutaj a co dopiero opisać. Możliwe, że ktoś nie będzie chciał się izolować, może będzie upatrywał swojej szansy w tłumie ? Może będzie chciał pomóc innym? Każdy ma swój rozum, swoje podejście i tylko on może decydować o swoich motywach i zasadach.

O ile etap przygotowań to wielka niewiadoma, kiedy stajemy się śmieszni dla innych gromadząc coś co jest dostępne w każdym sklepie w okolicy, o tyle etap ucieczki to początek złych czasów. Jeśli będzie tak źle, że podejmiemy decyzje o ewakuacji to znaczy że nasz świat właśnie chwieje się w posadach i żarty się skończyły. Wolałbym raczej pozostać do końca życia dziwakiem gromadzącym konserwy, niż któregoś dnia musieć zacząć je oszczędzać.
Czytaj dalej »

Nawałnice - jak się zabezpieczyć.

burza
Skutki nawałnicy.

Nawałnice - jak się zabezpieczyć.

Impulsem do napisania tego posta była informacja o nawałnicy, która przeszła nad Moskwą zabijając 10 osób i raniąc ponad sto (niektóre źródła mówią o 11 zabitych i 70 rannych). w Polsce raczej nie spotykaliśmy się z tak silnymi zjawiskami pogodowymi, ale przez zachodzące zmiany klimatyczne także u nas mogą wystąpić. Poza tym podróżując po świecie, możemy przypadkowo znaleźć się w samym środku takiej nawałnicy, więc owa wiedza może nam się przydać.

Na początku trzeba wyjaśnić, czym są nawałnice. Otóż nawałnice to gwałtowne burze połączone z silnym wiatrem, w czasie których często występują opady atmosferyczne.
Zachowanie się w czasie burzy opisywałem w poście "Uwaga Burza!", więc dalej ograniczę się do silnego wiatru i opadów atmosferycznych.


Gdy nawałnica spotka cię poza domem.

W czasie występowania burz warto śledzić aktualne prognozy pogody, szczególnie kiedy planujesz wypady w góry, do lasu czy po prostu w plener. Dobrze jest zapoznać się z planami okolicy i ewentualnymi miejscami schronienia np. schroniska w górach, miejsca użyteczności publicznej w mieście, aby w razie nawałnicy wiedzieć, gdzie można się szybko schować.
Jeżeli znajdziesz się w samym środku nawałnicy, nie masz możliwości schować się w budynku i musisz improwizować. Wtedy poszukaj schronienia w naturalnych zagłębianiach albo schowaj się za duże głazy, które osłonią cię przed silnym wiatrem. Zagrożeniem mogą stać się banery reklamowe, które zerwane przez podmuchy wiatru mogą nas ranić. Unikaj także kryjówek 
budynkach w złym stanie technicznym oraz pod pojedynczymi drzewami, natomiast w lesie jesteś w miarę bezpieczny.



Jak się zachować w domu w czasie nawałnicy.


Kiedy jesteś w domu, powinieneś odłączyć wszystkie urządzenia elektryczne z sieci aby uchronić się od przepięć w sieci, które mogą spowodować zniszczenie sprzętu, a w bardziej ekstremalnych przypadkach pożar. Pozamykać wszystkie okna, a jeśli posiadasz, to także rolety antywłamaniowe czy okiennice.
W przypadku pojawienia się trąby powietrznej najlepiej się schować w piwnicy lub na najniższej kondygnacji przy ścianie nośnej. Oczywiście jeżeli mieszkamy w strefie gdzie często występują lokalne podtopienia powinniśmy zwrócić uwagę czy woda nie wlewa się do pomieszczeń umiejscowionych niżej i ewentualnie zająć miejsce na wyższych kondygnacjach.
Warto wcześniej przygotować sobie jakieś awaryjne źródło światła w postaci latarek czy lampek na baterie. Oczywiście można zaopatrzyć się także w świece czy lampy naftowe ale one są mniej bezpieczne. Tym bardziej kiedy w domu mamy zwierzęta lub małe dzieci, które mogą swoim niefortunnym zachowaniem spowodować pożar.
Również powinniśmy wcześniej zadbać o zapasy żywności, wody oraz o jakiejś alternatywnej kuchence, ponieważ w czasie nawałnicy możemy zostać odcięci od mediów. 
Warto także zadbać o bezpieczeństwo osób postronnych zabezpieczając ruchome przedmioty przed domem czy na balkonie, które mogą zostać porwane przez wiatr a następnie ugodzić kogoś lub zniszczyć mienie.
Słuchaj w radio komunikatów pogodowych. Dobrze jest wcześniej zadbać o instalację odgromową.


Jak się zachować w samochodzie w czasie nawałnicy.


Przede wszystkim nie zatrzymuj się w pobliżu latarni ulicznych i drzew, gdyż wiatr może spowodować, że złamane mogą runąć na auto.
Jeżeli jedziesz drogą i masz dostateczną widoczność dostosuj prędkość do widoczności a gdy poruszasz się wraz z innymi uczestnikami nie zatrzymuj się, ponieważ jesteś bardziej bezpieczny niż gdybyś stał samotnie na poboczu. Jeżeli musisz się zatrzymać z powodu złej widoczności zatrzymaj się z włączonymi światłami mijania i awaryjnymi w bezpiecznym miejscu. Najlepiej na jakimś wzniesieniu i z daleka od cieków wodnych aby w wypadku napływu wody nie zalało elektroniki samochodu, gdyż może to spowodować unieruchomienie pojazdu.
Unikaj tuneli, obniżeń terenu i zachowaj szczególną uwagę kiedy będziesz przejeżdżał przez duże kałuże, ponieważ pod lustrem wody mogą znajdować się różne przeszkody w postaci uszkodzonej nawierzchni czy niezabezpieczone studzienki. 


Czytaj dalej »

„Preppersi. Przygotowani do przetrwania!”

Od jutra, tj. 14.06.2017 roku będzie dostępna książka

Preppersi. Przygotowani do przetrwania!.

Preppersi. Przygotowani do przetrwania.
Kogoś może dziwić dlaczego reklamuję czyjąś książkę, więc już tłumaczę - zostałem o to poproszony przez autorów i to niniejszym czynię.
Publikacji jeszcze nie czytałem, więc jej opis w całości podaję z informacji prasowej. Gdy znajdę czas na jej zapoznanie chętnie napiszę o niej kilka słów.



Jak przetrwać bez względu na warunki?

Odcięte drogi, brak prądu i ogrzewania, pieniędzy, żywności, wody, wszelkiej pomocy z zewnątrz. To nie jest opis filmu katastroficznego ani surrealistyczna wizja apokalipsy. Taki scenariusz, w wyniku różnych tragedii, może spełnić się w każdej chwili i spotkać każdego. Na tak ekstremalne sytuacje przygotowani są preppersi. Kim są, co robią i jak w dziewięć miesięcy zostać jednym z nich, by móc przetrwać nawet globalny kryzys, o tym w książce Wojciecha Chełchowskiego oraz Andrzeja Czuby. Premiera książki „Preppersi. Przygotowani do przetrwania!” już 14 czerwca.


Samodzielni, samowystarczalni i niezależni od rzeczy, które ludziom wydają się być niezbędne do codziennego życia - prądu, ogrzewania, wody, możliwości zakupu żywności w każdej chwili. Przygotowani na wszelkie sytuacje, które zagrażają im i ich rodzinie, od zatrucia wody, braku prądu czy skażenia powietrza, przez głód, kryzys ekonomiczny, po globalną katastrofę. Preppersi. Przeżyć bez względu na warunki to podstawa zasada każdego z nich. Właśnie to łączy preppering i survival.

Powołując się na opinie socjologów, antropologów oraz historyków, autorzy analizują sytuację człowieka Zachodu, który nadmiernie uzależnił się od technologii, a znacznie oddalił od natury. W książce zaprezentowano konkretne przykłady dowodzące, że mimo licznych udogodnień i zabezpieczeń, ludzie nie są wolni od zagrożeń. Autorzy opisują m.in. klęski żywiołowe, które nie tak dawno dotknęły Polskę: powódź tysiąclecia z 1997 r., tornado z 2008 r. czy działanie orkanu Ksawery z 2013 r. Wskazują, że przyswojenie nawet podstawowych zasad prepperingu sprawia, że ludzie znacznie lepiej mogą poradzić sobie w tak dramatycznych okolicznościach. Doświadczeni preppersi uważają, że nieprzygotowana rodzina w sytuacji ekstremalnej już w ciągu dwóch tygodni będzie miała ogromne problemy.

Wojciech Chełchowski oraz Andrzej Czuba pokazują, że preppersem może zostać każdy. Autorzy przedstawiają dziewięciomiesięczny Plan Początkującego Preppersa, przygotowany we współpracy z wprawionymi członkami takich grup. Dzięki temu ludzie zawsze będą przygotowani do przetrwania.


Andrzej Czuba, Wojciech Chełchowski – dziennikarze pracujący w czołowych wydawnictwach prasowych, byli szefowie Playboya, założyciele internetowego bloga muzycznego www.hysteria.pl i autorzy książki Militarni. Już wojskowi, czy jeszcze cywile? opisującej polskie organizacje proobronne. 

Autor: Wojciech Chełchowski, Andrzej Czuba
Tytuł: „Preppersi. Przygotowani do przetrwania!”
Data premiery: 14 czerwca 2017
Wydawnictwo: Muza
Liczba stron: 272
Cena: 34,90 zł

Kontakt dla mediów:
Paula Sztark
tel. 793 919 119 
Czytaj dalej »

Podstawy preppingu. Cz. 2.

Preppersi
Preppersi.
Foto: Peoria.
Dzisiaj kolejna część podstaw preppingu wg Kravera. 

Podstawy preppingu. Cz. 2 - Przygotowania.



Preppersi to inaczej „ludzie przygotowani”. To jest właśnie naszym celem i ideą naszego światopoglądu. Staramy się mieć wszystko zaplanowane i chcemy być gotowi na to co nadejdzie. Kiedyś taką postawę nazywano Zaradnością, Sprytem, Mądrością i były one cechami bardzo wielu osób, gdyż życie codzienne samo nagradzało osoby o takim właśnie charakterze. To nie były dawne czasy, kto pamięta Polskę sprzed 1989 roku ten wie jak trudno było normalnie żyć, co trzeba było przedsięwziąć aby zapewnić sobie podstawowe rzeczy (ach te kolejki po mięso).
Dzisiaj żyjemy w czasach skrajnego konsumpcjonizmu, wszystko czego pragniemy i wszystko czego mamy zapragnąć wg wytycznych sprzedawców jest nam podstawiane pod nos. Pożywienie, czysta woda, wszelkie dobra materialne ale też duchowe są dzisiaj produktem, który tylko czeka aby po niego sięgnąć. Skoro więc mamy wszystko, po co gromadzić zapasy ? Do czego mi półka konserw jeśli w promieniu stu metrów od domu mam kilka sklepów, gdzie mogę kupić zawsze coś świeżego ?
Jako Preppersi nie wierzymy w stałość świata. Mimo zaawansowanej techniki, ogromnej wiedzy i swobodnego przepływu informacji nadal jesteśmy na łasce natury. Mimo znajomości własnej historii nadal popełniamy błędy wywołując wojny. Mimo wszechwładnej polityki i dążeń do powszechnej demokracji świat nadal jest usiany jednostkami wrogimi i niebezpiecznymi. Mimo walki o tolerancję nadal pojawiają się różni ekstremiści i fanatycy, dążący do zagłady osób innych od nich. Rozwinęliśmy do niespotykanej skali medycynę ale wciąż wystarczy jeden przypadek aby niebezpieczna choroba rozszalała się po świecie.
Złe rzeczy wciąż się zdarzają i wciąż będę się zdarzać. Chcemy się na nie przygotować.
Skala przygotowań może być bardzo różna, ktoś postanowi zmienić swoje życie, ucieknie od miejskiego zgiełku, kupi bądź zbuduje dom, założy samowystarczalny ogród, wykopie studnie. Ktoś inny wyszkoli się i przygotuje do nagłej ucieczki do teściów/rodziców/przyjaciół. Ktoś jeszcze inny, nie do końca wierzący w ideały Preppersów, postanowi dla świętego spokoju zgromadzić w garażu zapasową benzynę, kilka butelek wody i parę konserw. Wszyscy oni wygrają w perspektywie czasu.
Wystarczy awaria zasilania i wszystko stanie się trudniejsze. Nie wypłacimy z bankomatu ani grosza, nie zapłacimy w sklepie kartą, nie wejdziemy nawet do supermarketu. Wystarczy gwałtowna zmiana pogody by świat wokół stanął w miejscu. Trzydniowy orkan, gwałtowne śnieżyce, ulewy wywołujące powódź to się zdarza i może dotknąć każdego z nas. Rok temu nikt nie czuł się zagrożony zajściami w sąsiednim państwie. Dzisiaj widzimy jak na Ukrainie toczą się kolejne regularne walki a świat stopniowo dąży do kolejnej zimnej wojny. Wirus Ebola, który był nam dotąd znany jedynie z hollywoodzkich produkcji nagle pokazał swoją siłę i niemal wyrwał się z kontynentu afrykańskiego i to mimo szeroko zakrojonych działań zabezpieczających.
Nie możemy powstrzymać takich wydarzeń ale możemy się na nie przygotować tak ,aby w krytycznym momencie mieć wiedzę i środki do walki z nimi.
Szanowny czytelniku, chcielibyśmy namówić Cię na stanie się zaradnym i przygotowanym. Prepping to nie kopanie bunkrów i kolekcjonowanie zapasów, to przede wszystkim myślenie z wyprzedzeniem i wyobraźnią, jeśli trafiłeś na te stronę, wiedziony zaciekawieniem bądź szukając odpowiedzi na pytania lub rozwiązań problemów miło nam będzie Cię tu powitać.

Konkretne rodzaje Przygotowań:

1. Realny minimalizm – to robocza nazwa dla takiego podejścia, które w wypadku załamania obowiązującego porządku umożliwi nam przeżycie kilku dni i ewakuację na niewielką odległość.
- Żywność. Zgromadzenie kilku suchych i łatwych do przechowania produktów, takich jak ryż/kasza, zapas ziemniaków, kilka konserw mięsnych, kilku kilogramów mąki da nam mniej więcej trzydniową niezależność od dostaw pożywienia. To z jednej strony krótko ale np. w razie klęski żywiołowej w ciągu 72 godzin powinna dotrzeć do nas jakaś ekipa ratunkowa. Zawsze trzeba patrzeć na zużycie pożywienia we własnej rodzinie – tylko my wiemy ile nasza rodzina jest w stanie zjeść w przeciągu jakiegoś czasu. Łatwo to wyliczyć. Dobrym sposobem jest zgromadzenie takich produktów, dzięki którym będziemy mogli zrobić lubiany posiłek (jedząc coś co lubimy odprężamy się i redukujemy stres).
- Woda. Oczywiście pitna, minimum 6 litrów dziennie na osobę ale lepiej założyć dawkę 10 litrów (w razie czego). Wodę dobrze gromadzić w plastikowych, przezroczystych pojemnikach – najlepsze będą kupione zbiorniki np. 30 bądź 60 litrowe ale można tez wykorzystać zbiór butelek PET czy cokolwiek innego.
- Leki. Zwłaszcza w wypadku osób chorujących na choroby przewlekłe, zapas leków musi być i co ważne nie powinien być cały w jednym miejscu, w razie gdyby okoliczności odcięły nam dostęp do jednego miejsca. Potrzebne środki to przede wszystkim produkty do oczyszczania i dezynfekcji ran, środki przeciwbiegunkowe, przeciwbólowe, uspokajające oraz witaminy. W razie odcięcia na kilka dni to wystarczy.
- Ubrania. Ciepłe, wygodne, dobrej jakości. Co najmniej dwie zmiany takiej odzieży.
- Transport. Sprawny samochód, przygotowany do podróży (dobrym sposobem jest dopilnowanie aby zbiornik był zawsze w połowie pełny). Dobrze mieć wyposażenie dodatkowe w bagażniku – linę do holowania, sprawną latarkę, szelki do odpalania z innego akumulatora, łopatkę/szufelkę śniegową, siekierkę i łańcuchy na koła. Dobrym pomysłem jest żelazna rezerwa 5 litrów paliwa w kanisterku.

2. Gotowość do poważnego kryzysu – to przygotowanie się na kilka miesięcy odcięcia od dostaw i braku prądu. Nakłady środków na takie przygotowanie się są znaczne i wymagają cierpliwości oraz dobrego przemyślenia wszystkich aspektów. W przypadku problemów trwających przez tak długi okres czasu mówimy o poważnych zmianach w otaczającym nas świecie: epidemiach, wojnie, załamaniu gospodarki lub katastrofach naturalnych o globalnym zasięgu.
- Żywność. Zgromadzenie zapasów dla kilku osobowej rodziny na okres około 5 miesięcy jest bardzo kosztowne i trudne logistycznie. Potrzebne jest miejsce magazynowe a lepiej kilka takich miejsc, potrzebne są spore nakłady środków na żywność zdolną wytrzymać dłuższy czas. Niezbędne jest zabezpieczenie zapasów przed gryzoniami, owadami i ludźmi. Najważniejsze jest jednak to, ze mimo zgormadzonych zapasów, nie dają one nam pewności na przetrwanie – w tym wypadku będzie niezbędne stworzenie alternatywnego źródła produkcji żywności. Takich sposobów jest wiele – własny warzywniak, hodowla zwierząt lub ryb. Warte uwagi są tu następujące pomysły: hodowla drobiu i królików (świetne źródło białka, duża rozrodczość), uprawy szklarniowe i hydroponiczne, hodowla ryb (staw, akwaria), hodowla owadów lub gryzoni.
- Woda. Zgromadzenie zapasów wody może być niewystarczające i bardzo trudne w takiej ilości aby zabezpieczyły wielomiesięczne zapotrzebowanie rodziny lub grupy osób. Do magazynowania takich ilości niezbędne będą ogromne ilości zbiorników i bezpieczne miejsce dla nich. Gromadzenie wody w pojedynczym zbiorniku jest niebezpieczne i trudne, taka woda może ulec skażeniu, zanieczyszczeniu i pozbawić nas całego zapasu, dlatego lepszy będzie sposób wielu mniejszych pojemników. Niezbędne jednak będzie zapewnienie sobie dostępu do wody z kilu innych źródeł. Dobrymi pomysłami są studnie, naturalne źródła a także systemy odbioru deszczówki z dachu. W każdym przypadku niezbędny będzie system filtrowania i uzdatniania wody.
- Leki. Zapas leków na tak długi okres czasu musi być odpowiednio powiększony. W okolicznościach zagrożenia zachorowalność wzrośnie, będziemy narażeni na choroby zakaźne i uszkodzenia ciała – na to wszystko trzeba się przygotować i zgromadzić środki medyczne. Trzeba pamiętać o stworzeniu zapasów antybiotyków, leków przeciwbólowych, antyseptycznych ,wyposażenia niezbędnego do pielęgnacji osób obłożnie chorych (leżących).
- Środki czystości. Przy tak długim odcięciu od dostaw problem higieny stanie się jednym z najważniejszych. Higiena jest decydująca w profilaktyce większości chorób a ciężko ją utrzymać jeśli nie zgromadzi się wcześniej odpowiednich środków. Dlatego też zgromadzenie chemii gospodarczej, środków czystości, zapasu foliowych worków na śmieci i szeregu innych rzeczy jest kluczowe. Oprócz najbardziej klasycznych rzeczy mogą się tez przydać: wapno, soda kaustyczna, ług, chlor, zapas nadmanganianu potasu, kwas borowy.
- Ubrania. Ciężkie warunki będą wymagać dobrych, mocnych ubrań. Kilka miesięcy to spory zapas, zarówno ubrań na okres ciepły jak i na okres zimowy. Dobrym nawykiem jest też posiadanie stroju ochronnego/wodoodpornego (włącznie z obuwiem).
- Transport. Tym razem nie wystarczy sam samochód. Paliwo zawsze staje się problemem i dobrem luksusowym a potrzeby transportowe będą ciągłe i naglące. Rowery, wózki „tuptusia”, wózki paszowe, zaprzęgi czy wszelkie alternatywne źródła transportu, które nie wymagają ropy/benzyny będą bardzo pożądane. Z kolei do samochodu niezbędny staje się zapas paliwa na dłuższy okres czasu i gwarantujący większy zasięg.

3. Trwałe zmiany w funkcjonowaniu – to wersja najbardziej zaawansowana, stworzona czysto teoretycznie na potrzeby naszych przewidywań. Kiedy znany nam świat zniknie, zmieni się nie do poznania, będziemy musieli dostosować się do niego. Nie sposób przewidzieć do czego dojdzie, jakie będziemy mieli możliwości i opcje. Nie ma więc sensu na wyszczególnianie zagadnień. Należy pamiętać tylko o jednej ważnej rzeczy, wszystko będziemy musieli zbudować praktycznie od zera. Produkcja żywności, pozyskanie wody, rolnictwo, hodowla, zbieractwo, łowiectwo staną się najważniejszymi składnikami codziennego życia. Nie należy jednak zapominać o tym, co buduje zręby cywilizacji – system polityczny, moralny, sztuka, nauka. W długofalowym działaniu są to rzeczy równie ważne jak woda i żywność.
Także nasza mentalność będzie musiała ulec zmianie a nabyta wiedza i umiejętności mogą zadecydować o naszym dalszym losie. Do tego trzeciego etapu najtrudniej się przygotować, nie wiemy co nas spotka, nie znamy realiów w jakich być może przyjdzie nam żyć. Tutaj najlepszą nasza bronią staną się :
przygotowanie psychiczne i fizyczne, nabyta wiedza i umiejętności, sztuka improwizacji i zdolności adaptacyjne.

Już niedługo część 3.
Czytaj dalej »

Podstawy preppingu. Cz. 1.

Ostatnio nie mam na nic czasu i trochę zaniedbałem swoje strony, ale jak zawsze mogę liczyć na Kravera, który podrzuca swoje wartościowe materiały.


Ewakuacja preppersa
Preppersi.

Podstawy Preppingu.


Jak można krótko i treściwie opisać temat, który z założenia jest nieskończony?
Jak można w kilku zdaniach pomieścić wiedzę wielu osób?
Opisanie samych podstaw dla początkującego Preppersa jest zadaniem niemal niemożliwym. To zbyt dużo wiedzy, której nie można podzielić na tą potrzebną i tą mniej przydatną. Niemniej każdy kto trafia na tą stronę zadaje sobie pytania co właściwie powinien zrobić, żeby „być przygotowanym”.
Spróbujmy zmierzyć się z tym zadaniem.
Trzy części preppingu determinują styl życia osoby, która nie chce dać się zaskoczyć losowi. W kolejności będą to: Przygotowanie, Ewakuacja, Przeżycie.


1. Przygotowanie.

To ogólnie pojęte gromadzenie zarówno dóbr materialnych (sprzęt, zapasy wody, żywność), wiedzy (nauka tego co może nam się przydać a czego nie umiemy i rozwijanie tego w czym już jesteśmy mocni) i treningu (kondycja, sprawność fizyczna, użycie umiejętności manualnych).
Przygotowania są sednem naszego podejścia, jako Preppersi nie lubimy uzależniać się od innych, być na ich łasce bądź niełasce. Wolimy mieć swój sprawdzony sprzęt i narzędzia niż szukać ich w krytycznej sytuacji. Nie chcemy przymierać głodem, wolimy mieć zapasy żywności. Nie chcemy czuć pragnienia, chcemy mieć zapas wody ale też wiedzieć jak i gdzie ją znaleźć. Jest tyle sposobów przygotowań ilu preppersów, każdy ma swój unikatowy sposób, dobry dla niego ale też dający do myślenia innym, szukającym rozwiązań. Chcemy umieć zbudować schronienie, naprawić to co w nim mamy i zapewnić byt i bezpieczeństwo naszym bliskim i sobie. Sedno przygotowań to myślenie zawczasu o tym wszystkim co może się nie udać i przysporzyć nam problemów, od braku paliwa do zadyszki wywołanej lenistwem.
Ktoś zapyta, po co mu przygotowania. W sklepie na rogu codziennie jest świeże pieczywo,
kawa i gazeta. W domu wystarczy nacisnąć guzik a będzie ciepło i miło. W kranach jest świeża woda a nocą na ulicy światła zapalają się same. My nie wierzymy w stałość dobrobytu, w pewność świata, w jego bezpieczeństwo. Złe rzeczy zawsze mogą się zdarzyć i trzeba o tym pamiętać. Nie chcemy być bezwolnym ,wystraszonym tłumem walczącym o kromkę chleba. Nie chcemy martwić się o nasze dzieci, o ich przyszłość, nawet w najgorszych momentach.
Dlatego się przygotowujemy.

2. Ewakuacja.

Większość z nas żyje w miejscach, które są zdatne do życia tylko tak długo, jak długo działa infrastruktura. Usiądźcie spokojnie i zastanówcie się, jak wyglądałoby wasze życie w małym mieszkaniu w centrum miasta lub w pięknym developerskim bloku, kiedy brakłoby prądu. Spróbujcie funkcjonować przez tydzień po wyłączeniu prądu. Nie ma światła, ciepła, wody. Teraz dodajcie do tego nie wywiezione od miesiąca śmieci pod blokiem, puste półki w sklepach i męczącą was gorączkę. Teraz dołóżcie do tego obrazu bandy spanikowanych i głodnych ludzi gotowe zabić za jedzenie, wściekłe i przerażone siły mundurowe, próbujące okiełznać chaos pomimo braku środków, bezpańskie zwierzęta na ulicach również poszukujące czegokolwiek do przeżycia. Do ziszczenia się tego makabrycznego scenariusza potrzeba jedynie epidemii swojskiej grypy. Dlatego też jeśli żyjemy na co dzień w miejscu niemożliwym lub trudnym do przeżycia będziemy musieli uciekać.
Ewakuacja, po „preppersowsku” to nie paniczny exodus w tłumie uchodźców. To nie pęcherze, odmrożenia, ból i łzy. To nie panika i strach o najbliższych. Prepper przygotuje swoją Ewakuację. Wyznaczy trasy, pozna je, zaplanuje. Będzie miał plan albo kilka planów alternatywnych. Zadba o to by nie głodować, by mieć odpowiednie obuwie, strój, by mieć się gdzie schować po drodze. Nie wpadnie w korki uciekając z miasta, nie podda się gdy skończy się autostrada. Gdy zrani się – będzie miał opatrunki, gdy zmarznie – rozpali ogień i zbuduje schronienie gdy zostanie napadnięty – obroni się. Najważniejsze jednak jest to, że będzie miał DOKĄD się ewakuować.
Są preppersi, którzy nie chcą lub nie muszą się przemieszczać w razie problemów. Mają swoje domy-twierdze, w których chcą doczekać lepszego jutra. Jednak ich też dotyczy sama ucieczka, bo jest to również umiejętność przestawienia się na inne myślenie i funkcjonowanie, psychiczne przejście w tryb przetrwania i obrony. Kiedy będziecie zmuszeni do ewakuacji, będzie to oznaczało, że świat już się zmienił i musimy się do niego dostosować w zupełnie nowy sposób.
Ewakuacja to przygotowanie, zaplanowanie i przećwiczenie przemieszczenia się do bezpieczniejszego miejsca oraz właściwe zabezpieczenie i przygotowanie miejsca już bezpiecznego.


3. Przeżycie.
Gdy znany nam świat już się załamie, gdy wiedzeni naszym prepperskim podejściem ewakuujemy się tam gdzie będzie bezpieczniej, gdy nastąpi moment oddechu, będziemy musieli zadać sobie pytanie. Co dalej ? Nikt z nas nie potrafi przewidzieć tego co się może stać, scenariuszy jest zbyt wiele. Jeśli przeżyjemy, jeśli nasze Przygotowanie i Ewakuacja zdadzą egzamin pozostanie nie odmienne pytanie „Co dalej ?”. Do tego też chcemy się przygotować, nie chcemy upadku ludzkości, stoczenia się w otchłań zdziczałych band znanych z filmów SF. Nie chcemy upadku moralności, mądrości, piękna i sztuki. Chcemy zadbać o to, by nasze dzieci w nowym świecie, jakikolwiek by nie był mogły zaznać spokoju, radości i szczęścia, nawet jeśli będziemy musieli ten świat zbudować od nowa cegła po cegle. Przeżycie – to ta część, która porusza najtrudniejsze i najdelikatniejsze tematy. Jak hodować zwierzęta i rośliny, które nas wykarmią. Jak korzystać z pozostałości cywilizacji i zasobów naturalnych. Jak odbudować cywilizację tak aby była lepsza i mądrzejsza. Jaką moralną i duchową ścieżkę przybrać aby kolejny raz w historii się nie sparzyć. Jakich wybrać przywódców i wiele, wiele innych tematów.
ABC preppingu będzie dla każdego z nas inne, wyjątkowe. Tak właśnie powinno być. Ktoś postawi na survival i przeżycie w lesie, inny na zbieractwo i grzebanie w ruinach a kolejny będzie sadził i zbierał. Jedynym egzaminem, który może nas uczciwie zweryfikować, będzie życie i koniec znanego nam świata. Mimo, ze wierzymy w nasz styl życia, w nasze przygotowania i przezorność, wolelibyśmy na koniec nie mieć racji, mylić się w każdym punkcie i dalej cieszyć się życiem.

Niebawem część 2 i 3.
Czytaj dalej »

Jak zabezpieczyć mieszkanie.

Zabezpieczenie mieszkania pod nieobecność domowników.

Źródło: pixabay.com
Czasami można zauważyć na portalach społecznościowych posty, na których nasi znajomi albo znajomi znajomych chwalą się wyjazdem w góry, czy jakieś egzotyczne miejsca. Nie twierdzę żeby się nie dzielić swoimi przeżyciami z rodziną czy przyjaciółmi, ale publikując informacje o tym, że jesteśmy przez kilka dni daleko od domu może przysporzyć nam wielu problemów. Trzeba pamiętać, że dla złodzieja wiedza o mieszkaniu, w którym przez dłuższy czas nie będzie właścicieli jest bardzo pożyteczna. Ma on wtedy świadomość, że może wynieść z takiego mieszkania wszystko co mu się spodoba. Chociaż w większości wypadków włamań do mieszkań dokonują drobni złodzieje, to jednak są grupy przestępcze, które nie pogardzą nowo umeblowanym mieszkaniem.
Zdarzały się przypadki, kiedy to pod nieobecność właścicieli mieszkania podjeżdżał samochód ciężarowy pod klatkę budynku i pod legendą przeprowadzki były wynoszone wszelkie sprzęty i meble. Takie sytuacje najczęściej zdarzają się na nowych osiedlach, gdzie nikt nikogo jeszcze nie zna.

Jak zabezpieczyć nasze mieszkanie (dom)?

Niestety nie ma 100% możliwości zabezpieczenia naszego domu czy mieszkania, ale możemy przynajmniej utrudnić działanie złodziejom zakładając okna z wzmocnionymi szybami i ramami oraz drzwi antywłamaniowe z ryglami przeciwwyważeniowymi. Im więcej przeszkód do sforsowania, tym bardziej możemy zniechęcić złodzieja do wdarcia się do naszego mieszkania. Oczywiście jeżeli zamienimy nasz dom (mieszkanie) w fortecę zakładając kraty w oknach czy rolety antywłamaniowe może się zdarzyć, że sprowokujemy zbója do próby włamania. Widoczne zabezpieczenia mogą świadczyć, że jesteśmy bardzo zamożni.

Dobrym pomysłem jest żyć w zgodzie z sąsiadami i wymienić się z nimi numerem telefonu, aby w razie jakichkolwiek problemów mogli nas powiadomić. Warto też poprosić bliską nam osobę, aby przychodziła co 2-3 dni do naszego lokum i sprawiała wrażenie, że w naszym mieszkaniu odbywa się codzienne życie np. poprzez uchylanie okna czy balkonu, przestawienie kwiatów na parapecie, zapalenie wieczorem światła w pokojach, wyciąganie poczty ze skrzynki, itd.


WardenCam360.
Możemy także nabyć programatory czasowe (najtańszy dostępny już za 15 zł) i ustawić je tak, aby o danej godzinie włączały i wyłączały sprzęty podłączone do gniazdka np. radio, lampka nocna, lampka ozdobna, aby udawały obecność domowników. W przypadku telewizorów to się nie uda, ponieważ po włączeniu do prądu pozostają "w uśpieniu". Możemy także zainwestować w alarm albo w kamerę z detektorem ruchu i powiadamianiem na telefon komórkowy (koszt zestawu od kilkuset złotych). Innym, podobnym rozwiązaniem może być specjalna aplikacja na smartfon np. WardenCam360 (koszt aplikacji ok 6$, do testowania za darmo). Aplikację tą instalujemy na dwóch smartfonach. Jeden aparat telefoniczny ustawiamy w miejscu, który ma być pod kontrolą i włączamy aplikację oraz łączymy się z internetem(wifi, 3G, LTE), natomiast na drugim smartfonie mamy odbiór sygnału i sterowanie pierwszym urządzeniem tj. włączanie/wyłączenie nagrywania, włączenie/wyłączenie czujnika ruchu, włączenie/wyłączenie podświetlenia wbudowanej diody LED, wybór kamery przód/tył, itd. Podłączając smartfon do powerbanka i do sieci będziemy mieli kontrolę nad naszym domostwem nawet gdy, nie będzie prądu.


Sejf. Źródło: pixabay.com
Aby zwiększyć bezpieczeństwo naszych kosztowności możemy zainwestować w sejf. W zależności od wielkości i odporności na włamanie za sejf zapłacimy od około 150 zł do kilku tysięcy. Sejf zazwyczaj jest montowany do stałych elementów konstrukcyjnych budynku (ściana, podłoga) przy pomocy kotew rozporowych, które mają utrudnić jego kradzież. Możemy także pokusić się do wmurowania sejfu w ścianę czy przyspawania go go zbrojenia znajdującego się w ścianie lub podłodze.
Mały sejf łatwiej ukryć gdzieś w mieszkaniu niż duży, ale mniejszy łatwiej ukraść, bo kiedy się go znajdzie wystarczy go wyrwać z kotew, schować do torby i uciec. Duży sejf już jest dla złodzieja problemem, gdyż pomimo zakotwiczenia do stałych elementów budynku może ważyć kilkadziesiąt kilogramów (w zależności od gabarytów). To skutecznie utrudnia jego zabór, więc prawdopodobnie złodziej będzie próbował go otworzyć na miejscu robiąc przy tym dużo hałasu. Jeżeli postanowimy nabyć jakiś sejf najpierw powinniśmy się zorientować jaki sejf będzie dla nas najlepszy zaglądając na stronę Instytutu Mechaniki Precyzyjnej.

Pomimo wszystkich wcześniej opisanych zabezpieczeń najlepszym sposobem na zabezpieczenie swojego domostwa jest niezwracanie na siebie uwagi. Jeżeli nie będziemy się za bardzo wyróżniali i chwalili się swoimi nowymi sprzętami i grubością portfela jest szansa, że nie sprowokujemy żadnych problemów ze strony włamywaczy.
Wtop się w tło.
Źródło: pixabay.com

Czytaj dalej »