Magazyn preppersa.

Jak zrobić magazyn preppersa.

jak zrobić magazyn
Jeden z moich magazynów.

Większość preppersów posiada swoje rezerwy żywności i sprzętu. Jedni mają prowiant na 2 tygodnie, inni na trzy miesiące, a jeszcze inni mają takie zapasy, że nie muszą wychodzić z domu czy ze swojej kryjówki przez pół roku albo dłużej. Wszystko zależy od zasobności portfela i planu ewentualnego działania.

Jak zorganizować magazyn z żywnością?
Wielkość zapasów jest regulowana przygotowanym wcześniej planem ewakuacji, możliwościami przechowywania, jakości zapasów itd.
Preppers przygotowując swój prowiant powinien zwrócić uwagę, aby nie trzymać go w jednym magazynie. Gromadzenie dużej ilości prowiantu w jednym miejscu nie jest dobrym rozwiązaniem, gdyż w przypadku pożaru, powodzi, zawalenia stropu czy kradzieży zapasy po prostu przepadną.
Dlatego warto swoje rezerwy podzielić na kilka części i jedną część trzymać w miejscu zamieszkania, część możemy oddać do zaufanych ludzi na przechowanie(np. do rodziny). Część prowiantu możemy schować po drodze do naszej kryjówki i na pewno w samej kryjówce też powinien znaleźć się magazyn z prowiantem. Dodatkowo możemy się pokusić o stworzenie kilku mniejszych magazynów ukrytych gdzieś w pobliżu naszego miejsca przebywania, aby nie trzymać całego zapasu w jednym schowku. Ważne żeby takie magazyny były dobrze zakamuflowane przed nieproszonymi gośćmi i zabezpieczone przed zwierzętami. 
Możemy też stworzyć kilka "naturalnych" magazynów przez zasadzenie jadalnych roślin np. topinamburu na nieużytkach w pobliżu swoich kryjówek albo uprawiać zimotrwałe rośliny w przydomowym ogródku czy działce ogrodniczej.

Jak to wygląda u mnie?
Ja część zapasów zmagazynowałem w domu, część w piwnicy, a także pewną ilość mam odlozoną u rodziny. W docelowym miejscu ewakuacji też mam zrobioną skrytkę z prowiantem. Ponadto w niedalekiej odległości od miejsca zamieszkania i ewakuacji posadziłem topinambur, który może zimować w ziemi bez szkody dla niego. 

14 komentarzy:

  1. Warto także znać w swojej okolicy miejsca, w których rosną zdziczałe drzewka owocowe, np. jabłonie, śliwy ałycza (mirabelki) i inne. Część z tych jabłoni na pewno jest zimotrwała. W razie JTWP wiemy, że trzeba się udać w konkretne miejsce po zbiory a nie dopiero szukamy. Oczywiście zapewne znaczna część będzie wyzbierana, w końcu jabłka na drzewie rozpozna każdy. Ale gdy mamy obczajoną okolicę szybciej dotrzemy w konkretne miejsca, a nie dopiero szukamy. W 2010 roku udało mi się w trakcie trzech wypadów uzbierać 3 porządne skrzynki jabłek (ponad 100 kg na pewno). Jabłka oczywiście malutkie, podczas obierania ponad połowa poszła w odpad, ale mieliśmy naprawdę zapas jabłek. Taka "mapkę terenu" warto sobie zrobić, nie musi ona mieć charakteru dokumentu. Ja chociażby wiem, że np. przy ul. Przemysłowej mam 4 jabłonie o zimotrwałych owocach.Kwestia zanieczyszczenia powietrza jest oczywiście drugorzędna w sytuacji awaryjnej. Czy taka strategia jednak zalicza się do zapasów jest oczywiście kwestią dyskusyjną...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że taką strategię możemy potraktować jako zapasy. Ja stawiam na topinambur bo ludzie tej rośliny za bardzo nie znają, a kiedy naziemna część uschnie to jak się nie wie gdzie szukać to trudno znaleźć.

      Usuń
  2. Co do jabłek i mirabelek to w niektórych latach brakuje owoców. Topinambur jest coraz bardziej znany wśród ludzi.





    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zwykli ludzie znają topinambur z programów o gotowaniu ale samej rośliny raczej nie znają.

      Usuń
  3. W tym roku w planach mam zapoznanie się owocami głogu i czeremchy. Myślę że te owoce w przeciwieństwie do topinamburu nie są tak znane.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mam wrażenie, że głóg o czeremcha nie jest zbyt znana ale topinambur też nie jest. Przynajmniej w moich rejonach nie jest znany.

      Usuń
  4. Warto stawiać i na te jabłka, i na topinambur, i na inne owoce. Zamiast głogu polecam bardziej jarząb szwedzki lub j.mączny - więcej jedzenia z pojedynczego owoca. Anonimowy pisze, że w niektórych latach brakuje owoców. Wynikać to może właśnie z faktu, że to drzewka zdziczałe i poprzez brak przycinania weszły w tzw. naprzemienne owocowanie. Jednego roku wydaja od groma małych owoców (bo o to drzewku chodzi - dać jak najwięcej - jakość nieważna) drugiego roku odpoczywa. Wracając do dzikich roślin jadalnych. Na początku zalecam zapoznać się z kilkoma gatunkami na każdą porę roku, na zasadzie wiosną znajdę to, latem to, jesienią to, zimą to. Do tego "mapka" własnego miasta i jego obrzeży gdzie to rośnie i to jest naprawdę b.dobre przygotowanie. Bardzo dobre na rodzinne wypady
    https://na-kryzys.blogspot.com/2016/06/zbiory-w-drugiej-poowie-czerwca-2013.html (przykładowe samotne wyjście plus niemiła niespodzianka - warto co rok skontrolować znane miejsca)
    https://na-kryzys.blogspot.com/2016/06/czerwcowe-zbiory-z-rodzinka-w-2013-roku.html
    (czerwiec)
    Z każdego takiego spaceru półdniowego zawsze miałem dwie trzy reklamówki żarcia. Nie zbierałem pół dnia, efektywne zbieranie to była powiedzmy godzina.

    OdpowiedzUsuń
  5. Pragnę jeszcze tylko dodać, że jeśli już robimy zapas żywności oraz go rozdzielamy w różnych miejsca (co jest bardzo ważne) warto zaprowadzić sobie jakąś dokumentację tych zapasów. Czy to będzie w formie zeszytu, czy na kartkach jakiś, czy też w formie elektronicznej, to już nie ma zbytniego znaczenia i zależy od upodobań. Uważam jednak, że wyprowadzenie sobie takiej dokumentacji jest bardzo istotne. Chodzi o to byśmy wiedzieli, co gdzie jest, w jakiej ilości oraz znali zbliżające się do końca terminy przydatności. Ja mam u siebie zaprowadzony zeszyt, w którym mam dokładnie zanotowane, gdzie jest zapas, co zawiera, jakie są ilości poszczególnych produktów oraz co najważniejsze według mnie - termin przydatności. Dzięki takim zapiskom na przykład tydzień temu wyprowadziłem do domu z działki kilkanaście opakowań chlebka chrupkiego, bo mu się termin kończył. Wiadomo, gdyby tam jeszcze poleżał kilka miesięcy dłużej nic by mu się nie stało, ale w domu szybciej go zjem niż na działce.

    OdpowiedzUsuń
  6. Witam,

    Ciekawy artykuł i wartościowe komentarze. Również gromadzę długoterminową żywność i wodę na wypadek sytuacji kryzysowej, o czym niedługo napiszę więcej na blogu. Jesienią ubiegłego roku zebrałem trochę jarzębiny, z której po odpowiednim przygotowaniu wyszły cztery słoiki bardzo dobrego dżemu. To tak na deser, gdyby ktoś miał dosyć topinamburu :) Właściwości lecznicze są większe niż się powszechnie uważa. Herbata, dżem, alkohol, owoce jarzębiny zbieramy po pierwszych przymrozkach. W tym roku planuję zebrać znacznie więcej. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzień dobry.
      Jarzębinę można zbierać przed przymrozkami, a przemrozić ją można w zamrażalniku. Z tym przemrożeniem chodzi o to żeby pozbawić owoce trucizny(kwas parasorbinowy), który także zanika pod wpływem wysokiej temperatury.
      Z tym topinamburem to jest tak, że możemy go wykopywać przez całą zimę, a jarzębiny już na drzewach nie uświadczysz.

      Usuń
    2. Owoce jarzębiny uważa się za niejadalne, a trzeba trochę poczytać i zjeść stereotypy smarując nimi kanapkę. Oczywiście zgadzam się, że topinambur jest rośliną całoroczną.

      Usuń
  7. Anonimowy14 maja, 2017

    Nie czuję się preppersem ale trochę sprzętu i prowiantu mam. Muszę jednak przyznać,że własnie sobie uświadomiłem, że to mało

    OdpowiedzUsuń
  8. Anonimowy21 maja, 2017

    czy każdy preppers ma zapasy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Preppersi są różni. Przeważnie każdy preppers posiada jakieś tam zapasy ale też są tacy, którzy nastawiają się na zbieractwo czy łowiectwo.

      Usuń

Proszę komentuj. Zostaw po sobie jakiś ślad.