Survival, a chęć życia.

just survive

Survival, a chęć życia.


Doskonale wiem, że kiedy człowiek stanie oko w oko z zagrożeniem życia,
to same umiejętności survivalowe mu nie pomogą. W survivalu
góra sprzętu, czy nawet wiedza o bytowaniu w trudnych warunkach nie
przyda się nikomu, jeżeli nie ma chęci walki o swój byt. To właśnie wola
życia, która siedzi nam w głowie jako myśl sprawia, że podejmujemy walkę
z przeciwnościami losu, budujemy schronienie, walczymy o ogień, wodę
czy pożywienie. To właśnie chęć życia daje nam siłę do robienia rzeczy,
których nigdy normalnie nie robiliśmy.
A czym jest ta magiczna siła?
Każda istota ma w sobie jakąś wewnętrzną energię, która się uaktywnia w
sytuacji zagrażającej jego życiu. Dla człowieka tą energią może być na
przykład chęć ponownego zobaczenia swoich bliskich albo doprowadzenie
do końca niezałatwionych spraw. W warunkach survivalowych życie
człowieka zależy od jego silnej woli i odpowiedniej motywacji, bez tego
zrobi się apatyczny i po prostu przestanie walczyć. Wtedy będzie miał
szczęście, kiedy ktoś mu pomoże albo zostanie pokonany przez
przeciwności losu.
Największym źródłem motywacji do walki o życie jest nasz mózg, nasze
pozytywne myślenie, wiara w siebie i w swoje działania, wytrwałość oraz
odporność psychiczna na niepowodzenia.
Człowiek będący w kryzysowej sytuacji, posiadający duże pokłady woli
walki potrafi czynić rzeczy, których w normalnej sytuacji nie chciałby albo
nie byłby wstanie zrobić. Taki człowiek szuka najlepszych szans przeżycia
dla siebie i wykorzystuje je.
Historia zna takie osoby jak np. Alexander Selcraig, Juana Maria, czy
Marguerite de La Rocque, które samotnie przez wiele miesięcy musiały żyć
w niesprzyjających warunkach aby niespodziewanie, często wskutek
przypadku otrzymać pomoc z zewnątrz. Bez motywacji i walki nie
przeżyliby, a my byśmy prawdopodobnie o nich nigdy nie usłyszeli.
Wolą walki o przetrwanie jest nie tylko myśl, ale także zakodowana w
genach reakcja obronna organizmu.
Świat zna przypadki, kiedy ludzie w stanie zagrażającym ich egzystencji
zdolni byli do przekroczenia swoich dotychczasowych fizycznych granic tj.
szybciej i dłużej biegli, podnosili większe obciążenie, wyżej skakali, dłużej
nie spali...
Takie "podkręcenie" organizmu spowodowane jest stresem i
zdenerwowaniem, które powoduje wytwarzanie w organizmie przez rdzeń
nadnerczy adrenaliny, zwaną także hormonem strachu, ucieczki czy
walki. Adrenalina jest "szprycą", która daje kopa naszemu ciału do walki z
niebezpieczeństwem m.in. przez:

  • zwiększenie częstotliwości pracy serca i poprawienie krążenia krwi w
  • organizmie,
  • zwiększenie glukozy we krwi,
  • zwiększenie metabolizmu,
  • zwiększenie oskrzeli ułatwiając i przyspieszenie oddychania.


W survivalu ważna jest wola walki jako myśl i jako naturalna reakcja
organizmu na niebezpieczeństwo. Jednak reakcja zawsze zostanie tylko
reakcją, chwilowym impulsem. Natomiast nad wolą życia jako myślą
musimy zadbać sami. Musimy mieć dla kogo żyć, musimy mieć jakieś cele
w życiu i być optymistami.

22 komentarze:

  1. Twój tekst jest bardzo ważny, ważniejszy od surwiwalowych zakupów.

    Jest coś takiego jak zdrowie psychiczne i o nie musimy dbać, inaczej nasze zwątpienia, porażki, błędy, cierpienia bardzo nas osłabią. W tych wypadkach adrenaliny nie będzie, organizm zwolni, cierpienia psychiczne wykończą człowieka.






    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za miłe słowo. Cieszę się, że komuś mój post się podoba.

      Usuń
  2. W jednym z odcinków R. Mears-a padło stwierdzenie, że to umysł decyduje o przeżyciu. Polecam film, do którego daję link http://www.cda.pl/video/93324971
    Trochę się rozpiszę, ale muszę przytoczyć historię, która krąży w kręgach medycznych, nie jestem w stanie określić na ile z tego miejskiej legendy.
    Pewien mężczyzna bardzo bał się nowotworu. Możnaby powiedzieć, że cierpiał na nowotworofobię. Podczas rutynowych badań okazało się, że ma guzek (nie pamiętam umiejscowienia). Opowiedział lekarzowi o swoich obawach. Lekarz nie powiedział mu prawdy o chorobie. Z jednej strony złamał prawo pacjenta do informacji, ale postąpił słusznie. Mniejsza z tym. Pacjent został poddany gruntownej terapii. Nowotwór się cofał, pacjent miał wolę życia. Wyniki się poprawiały. Przy jednym z badań pielęgniarka nieopatrznie zapytała w obecności tego pacjenta "panie ordynatorze, a czego to jest nowotwór?". Pacjent zbladł. załamał się. Zmarł po kilku dniach w wyniku drastycznego rozprzestrzenienia się nowotworu.
    Może to i legenda. Ale pokazuje fakt o którym wspominasz - wola życia nas utrzymuje przy życiu.
    A teraz inna historia. Z życia wzięta. Nie mojego życia ale mojego ś.p. dziadka. Wiele lat temu miał jakąś poważną chorobę. Szczegółów medycznych choroby nie pamiętam. Dziadek był zagorzałym ateistą. Dzięki mojej babci nawrócił się w chorobie. Według medycyny nie miał szans na przeżycie. Lekarze wypisali go do domu, by, jak to określili, w domu na spokojnie mógł odejść. Amputowano mu nogę. Dziadek jednak po nawróceniu chciał żyć. Wbrew lekarzom i prawom medycyny choroba ustępowała. Wrócił do zdrowia. Jeździł na wózku, ale wolą życia i swoim optymizmem obdzieliłby niejednego zdrowego człowieka i jeszcze by zostało. Po wielu latach powiedział mi, że nie po to się nawrócił, by umierać, ale po to by życie zacząć od nowa. Przeżył jeszcze kilkanaście lat. A lekarze dawali mu tygodnie, miesiące. Powtarzam, wypisany do domu w stanie beznadziejnym, by wśród bliskich spokojnie odejść. My w rodzinie widzimy w tym Bożą interwencję i cud. Mamy do tego prawo. Pomijając kwestię wiary - ale to właśnie wola życia i wiara go uratowała. Zmarł w 2010 roku z powodu wylewu. Do końca swoich dni sprawnie rozwiązywał krzyżówki, uczył się języka francuskiego, pomimo inwalidztwa był dosłownie złotą rączką. Wszystko umiał naprawić.
    Reasumując. To umysł decyduje, czy do zagrożenia podejść z wolą walki, czy się poddać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też słyszałem o takich historiach ale czy to prawda to ciężko mi powiedzieć bo osobiście nie spotkałem się z takimi przypadkami. Natomiast też słyszałem o ludziach (jednego takiego znałem osobiście), którzy starali się uzdrowić samą wiarą, odrzucając całkowicie leczenie farmakologiczne. Niestety ich "survival" szybko się skończył.

      Usuń
    2. Cyt... którzy starali się uzdrowić samą wiarą, odrzucając całkowicie leczenie farmakologiczne
      Głupota według mnie. Bóg daje talent nauczycielom, lekarzom, sprzedawcom, księżom (i mógłbym wymieniać dłuuuugooo), by nie odrzucać pomoc innych ludzi. To na swój sposób odrzucenie daru Bożego.

      Usuń
  3. Witam,
    Survival to z jednej strony umiejętności, z drugiej wiara we własne siły i możliwości. Świetny tekst, prawdziwy, nic dodać nic ująć. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Z rzeczy które wzmacniają naszą psychikę będą: wiara, odpoczynek, słońce, oparcie na bliskich, ćwiczenia fizyczne, dobre jedzenie, sen. Macie inne propozycje?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takich rzeczy można wymieniać wiele bo tu mowa o wszystkich rzeczach dających nam radość, satysfakcje czy spełnienie. Wszystko zależy od okoliczności i od osobistych doświadczeń.

      W trudnej sytuacji kryzysowej takim bodźcem, który wzmocni naszą psychikę może być ogrzanie się przy ognisku, zdobycie pożywienia, wypoczęcie lub myśl o najbliższych.

      Usuń
    2. Dobry seks też pewnie wzmocni zdrowie psychiczne ;)

      Usuń
    3. Cyt. Dobry seks też pewnie wzmocni zdrowie psychiczne ;)
      Ależ oczywiście. Po to facet prosi kobiętę o rękę, by ciągle swojej nie używać;-)
      A tak na powaznie to udowadnia się co jakiś czas zbawienne działanie seksu. Wzmaga odporność na pewno, już to udowodniono.

      Usuń
    4. i działa dobrze na prostatę :-D

      Usuń
    5. A tobie o tą prostatę chodzi...:-) w ciekawym kierunku idzie dyskusja :-)

      Usuń
  5. Myślę, że seks w warunkach survivalowych to zjawisko często występujące :).

    Ktoś może kiedyś poruszy temat zachowań seksualnych w gorszych czasach, prokreacji i antykoncepcji, zagrożeń chorobami wenerycznymi itp.

    OdpowiedzUsuń
  6. Panowie was też "boli glowa" i na nic argument,ze seks wzmacnia zdrowie psychiczne lub wzmacnia odporność.Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. Jakoś mało kobiet....widzę na tych wyprawach.Wild Slav i co wtedy? :-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Możesz uzasadnić swoją wypowiedź bardziej bo nie bardzo rozumiem co tym "bólem głowy" ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chodzi o to że faceci też mogą nie mieć ochoty na seks. I wtedy kobieta pozostaje niezaspokojona i sfrustrowana.

      Usuń
  9. Ja podczas SERE zadałem pytanie psychologowi czy szkolenie jest podzielone na osoby introwertyczne i ekstrawertyczne. Dość mocno się zdziwił pytaniem.

    Ale wracając do tematu. Uważam że jeszcze ważniejsze jest poznanie samego siebie. Proszę pamiętać że to co dla jednych jest pozytywne dla innych może powodować co najmniej dyskomfort.

    Ja miałem okazję poznać samego siebie. I wiem co działa pozytywnie ns psychikę a co nie.

    Zatem najpierw poznaj siebie a potem dbaj o siebie i nie szkodź innym

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tym pytaniem o osoby introwertyczne i ekstrawertyczne to też mnie zabiłeś. Szkolenie jest dla osób, które mogą znaleźć się za linią frontu na ternie kontrolowanym przez wroga. To szkolenie dla osób, które chcą po prostu przeżyć. Tak po prostu bez zbędnej ideologii.

      Piszesz poznaj siebie. Ja też byłem i bywam (częściej niż inni) w różnych sytuacjach ale nie mogę powiedzieć, że znam siebie samego. Jeszcze w wielu sytuacjach nie byłem więc nie będę się zarzekał, że zachowam się w taki czy owaki sposób w jakiejś tam sytuacji. Oczywiście można przez duże doświadczenie przywyknąć do pewnych rzeczy ale jeżeli chodzi o mnie to jeszcze za mały bagaż doświadczeń mam żeby powiedzieć "znam siebie".

      Usuń
  10. Podczas szkolenia SERE główny nacisk był kładziony na asymilację w skrajnie niesprzyjających warunkach (np. niewoli), ekstrapolując ten problem na życie "cywilów" mogę powiedzieć, że asymilacja i utrzymanie dobrej kondycji psychicznej jest bardzo ważne … ale … Zwracając uwagę na problem intro i ekstrawertyzmu, to co dla ekstrawertyka jest dobrym sposobem na odstresowanie dla introwertyka będzie wręcz mordęgą. Tak się przyjęło (w mojej ocenie błędnie) że wszyscy są ekstrawertykami i dla każdego "piwko z kolegami (przyjaciółmi) jest doskonałym środkiem odstresowującym".

    Otóż nie dla każdego. Poznanie samego siebie nie ma polegać jak na postawieniu siebie w każdej możliwej sytuacji. Tylko ma polegać na (zabrzmi to górnolotnie) podróży w głąb siebie. Trzeba z pełną świadomością zaklasyfikować samego siebie do którejś kategorii i zastanowić się z czym mi jest dobrze, z kim mi jest dobrze, z iloma osobami na raz czuję się komfortowo.

    Poruszona na D.S. strategia samotnego wilka była skrytykowana, ale bez kontekstu psychologicznego. A może ten samotny wilk to właśnie introwertyk. Jemu będzie najlepiej w samotności. Jemu tak będzie się podejmowało najlepsze decyzje. Będzie mógł przedyskutować (tak dyskutować) każdy problem z samym sobą.
    On sam będzie mógł działać najsprawniej w samotności. Osoby towarzyszące nie pozwolą mu zatopić się w myślach, nie pozwolą na chłodną ocenę sytuacji. Co więcej kilka osób towarzyszących, będzie dla niego dyskomfortem psychicznym, bo nie może działać na 100% a ma świadomość współodpowiedzialności.

    I nie piszę tego w kontekście kryzysu, ale nawet najzwyklejszej pracy zawodowej, co i tak przekłada się na ogólne doświadczenie i późniejsze relacje międzyludzkie. Narzuca się konieczność umiejętności pracy w grupie… a to g..no prawda… nie każdy tak musi umieć i lubić tak pracować. Są ludzie którzy szczyt swoich możliwości osiągają gdy siedzą samotnie w kanciapie i się im d..py nie zawraca.

    Stąd moje pytanie o introwertyzm. Szkolenie SERE było prowadzone pod kątem właśnie ekstrawertyków:
    Zagaduj, zdobywaj nieformalne przyjaźnie, trzymaj się grupy… dokładnie to co introwertykowi będzie sprawiało kłopot, to co będzie dla niego dyskomfortem, to co zniszczy go psychicznie i odbierze chęć walki o życie w sytuacji mocno awaryjnej.

    OdpowiedzUsuń

Proszę komentuj. Zostaw po sobie jakiś ślad.