Maczeta Kershaw Camp 10.

Tekst od mojego serdecznego kumpla Kravera. Może dzięki tej recenzji dowiesz się jaką maczetę kupić.


Maczeta Kershaw Camp
Maczeta Kershaw Camp 10.

Mały teścik nowego sprzętu - maczeta Kershaw Camp 10.


Gdybym policzył ile razy naciąłem się na rozmaitych maczetach, brakłoby mi palców. Miałem ich w domu kilkanaście od budżetówek Cold Steela poczynając na Gerberze kończąc. Jedyna, która do tej pory do czegokolwiek się nadawała to Parang Bear’a Grylls firmy Gerber właśnie. Ciężka, mocna i świetnie wyważona do naprawdę poważnych prac. Ciąłem nią drewno, krzaki, darń, kopałem i używałem jako wiosła i mam do dzisiaj niemal nie naruszoną.
Jednak nie o parangu chciałem dzisiaj. Mój ostatni nabytek (wiem, miałem już noży nie kupować) to
Kershaw Camp 10:
To najmniejsza z maczet rodzinki Kershaw (są jeszcze Camp 14 i Camp 18 – odpowiednio większe). Napiszę krótko, to absolutny numer jeden maczet/dużych noży na rynku. Jakość wykonania kompletnie niszczy konkurencje a użytkowość przerasta wszelkie oczekiwania. Ale kolejno :


1. Kształt – Kershaw pełnymi garściami czerpie ze wzorów Kukri i Jataganu, więc ostrze ma bardzo charakterystyczny kształt. Dzięki swoim wygięciom świetnie rąbie, dobrze koruje i znakomicie tnie chaszcze. Specyficzna jest również rączka – lekko garbata i wygięta łagodnie w chwyt lekko pistoletowy. Ma to sens, mając prostą rękojeść raczej nie dałoby się pewnie utrzymać jej w ręku przy ostrej robocie (przez ciężar i wyważenie) a ponadto dzięki chwytowi pistoletowemu naprawdę poprawia się jej wygoda w pchnięciach ostrzem. Kershaw ma charakterystyczne otwory do przewleczenia linki – jeden na końcu, drugi na początku rękojeści przy ostrzu. Zetknąłem się z teoriami, że taki otwór osłabia ostrze – ja niczego słabego nie dostrzegłem, nawet przy rąbaniu suchego buka.

2. Wyważenie – ostrze ciągnie przy uderzeniu – kształt kukri/jatagan powoduje, że raz zadanego uderzenie nie da się powstrzymać ale za to generowana siła jest imponująca. Uderza się naturalnie rozszerzoną częścią i efekt jest piorunujący. Także przy korowaniu takie wyważenie dodaje rozpędu, trzeba tylko uważać na palce (bhp!). Pchnięcie wymaga wygenerowania sporej siły ale później waga noża robi swoje – leci i przebija wszystko po drodze.

3. Wykonanie – absolutnie brak zarzutów, po prostu elita. Nic nie lata, żadnych luzów, nadmiarów, braków, skrzywień, no po prostu czegokolwiek. Wysoko ustawiona poprzeczka jakości.

4. Cena – przejdźmy do następnego zagadnienia (ok. 250 zł).

5. Pochwa – szału nie ma – plastyczek ale niezły, coś w rodzaju secure ex – do kompletu dołożone rzepy dzięki którym można campa mocować na kilkanaście różnych sposobów.
Niezły za to jest bezpiecznik wypadania – owijana wokoło rękojeści tasiemka z pinem, która wbrew pozorom świetnie trzyma i się nie odpina sama za chiny ludowe (zobaczymy jak będzie po roku taskania po lasach).

6. Rękojeść – dla mnie super wygodna, pewny chwyt, a jej faktura powoduje, że równie dobrze trzyma się Campa w gołej dłoni (nawet spoconej) jak i w rękawicach.

7. Zalety – po pierwsze to maczeta do lasów Kanady, USA, Europy i do Tajgi. Grube mocne ostrze (5mm). Nie zegnie się toto jak jakiś Gator, nie połamie. Świetnie trzyma ostrość i wbrew pozorom, mimo łukowatego kształtu ostrza dość łatwo się ostrzy (używałem diamentowych ostrzałek z Julii). Po drugie wyważenie wzmaga siłę uderzenia, rabanie i cięcie to bajka, puszczasz w ruch ostrze i wszystko przed tobą pada. Po trzecie Wykonanie to bajka – tak powinni robić wszystkie noże. Koniec i kropka.

8. Wady.
Cena –za Campa dostaniemy 2-3 niepoważne maczety o grubości 2-3mm wycięte z jakiejś blachy (budżetówki Cold Steel rulez). Tyle, że nie wytrzymają dłużej. Bo Campa zajechać będzie bardzo ciężko. Kolejno wadą jest problem BHP. To nie jest nóż dla dzieci i początkujących – z nim trzeba się oswoić i mieć świadomość jego mocy. Kombinacja ostrości i wyważenia powoduje, że nie wybacza błędów – jeśli omsknie się ręka albo traficie w źle ustawioną nogę przy pracy – obrażenia będą poważne i niebezpieczne. Trzeba uważać.
Gdyby ktoś nie bał się inwestycji w poważne ostrze to Campa 10 mogę tylko szczerze polecić. To sprzęt na lata, nie bojący się ciężkiej pracy, przemyślany i świetnie wykonany. Wart swojej niemałej ceny. Korci mnie teraz strasznie wypróbowanie jego większych siostrzyczek Campa 14 i 18, które mają większą masę i zupełnie inne kształty. Niemniej już obiecałem sobie nie inwestować więcej w ostrza („Witajcie! Nazywam się Kraver i jestem uzależnionym nożo-maniakiem!” – „Witaj Kraver!” – odpowiedział tłum preppersów).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Proszę komentuj. Zostaw po sobie jakiś ślad.